Kupię, sprzedam, wyremontuję … Mayday! Oddam w dobre ręce hangar lotniczy.

Kupię, sprzedam, wyremontuję … Mayday! Oddam w dobre ręce hangar lotniczy

Mieleccy pasjonaci lotnictwa próbują uratować miejscowy hangar lotniczy. Serio! – pomyślałam tuż po przeczytaniu opisu wydarzenia na facebook.com. Cóż, podobno w Polsce wszystko jest możliwe, a magia Internetu wiele potrafi wynieść do rangi przedsięwzięcia, które „musi się udać”. Dodatkowo czar i urok lotnictwa … Tak, to połączenie czasem działa. A czasem nie…

Fotografia: z arch. "Jadernówka" Oddział Fotograficzny Muzeum Regionalnego SCK w Mielcu

Kiedyś pisałam tutaj o pewnym samolocie z Tuchowa, który próbowali odnaleźć pasjonaci lotnictwa. Bies przepadł jak kamfora, ale próbę podjęto. Z resztą niejedną i niejeden samolot, na różne sposoby próbowano wskrzesić, podarować drugie życie. Ale hangar? To chyba coś innego. Chyba, bo jak się okazuje Polacy potrafią docenić nawet hangar lotniczy.  

Mała retrospekcja: mielecko-kętrzyński hangar pochodzi z czasów II wojny światowej. W rodzimym Kętrzynie konstrukcja była częścią miejscowego lotniska, które służyło jako zaplecze dla głównej kwatery Hitlera (tzw. Wilczy Szaniec). Po objęciu tych terenów przez Polskę Ludową w 1957 r. do Mielca przywieziono elementy trzech hangarów lotniczych i złożono je na składowisku. Co ciekawe, w mieście mówiono wtedy, że z Kętrzyna przywieziono nieużyteczny złom. Hangar osadzony w nowym środowisku najpierw służył jako hala, w której produkowano  Mikrusa MR-300. Trzy lata później WSK Mielec zdecydowało o przekazaniu elementów hangaru na zbudowanie hali sportowej i krytego kąpieliska. Mielecka „Hangar-Arena” pełniła swoją nową, sportową rolę przez 53 lata.

Fotografia: Wikimedia.org/Hala-Mielec

O obiektach tego typu – z możliwościami, ale chylących się ku upadkowi – mówi się jednak, że mają charakter historyczny, są unikatowe w mniejszej bądź większej skali, bezcenne ( nomen omen na przykład kwotę renowacji czyżyńskiego hangaru lotniczego oszacowano na 250 tys. zł, a koszt zaadoptowania kętrzyńskiego pod potrzeby mieleckiego centrum sportowego charakteryzował najniższy wskaźnik jednostkowy dla tego rodzaju obiektów). Obecnie pasjonaci z Aeroklubu Mieleckiego chcą wykorzystać konstrukcję lotniczo-sportowej „Hangar Areny” przeznaczoną do wyburzenia na potrzeby muzealne. Obiekt można zdemontować, bo składa się z elementów łączonych sworzniami. Na nowo zagospodarowana konstrukcja ma zapewnić schronienie muzealnym eksponatom. Członkowie aeroklubu z Mielca od dłuższego czasu czynią starania o założenie w tym mieście lokalnego muzeum lotnictwa. – Jako stowarzyszenie zmieniliśmy statut naszego aeroklubu i powołaliśmy do życia Muzeum Lotnictwa. Nasze działania nakierowane są na ocalenie takich perełek, które mogą być kiedyś magnesem dla turystyki – powiedział Paweł Świerczyński, prezes Aeroklubu Mieleckiego. Prawdą jest, że zarówno to miasto jak i cały region podkarpacki może pochwalić się wieloletnią, lotniczą historią. Nie zmienia to faktu, że ten hangar nie jest dziedzictwem tego regionu. A czy w idei Podkarpackiego Muzeum Przemysłu Lotniczego i Lotnictwa nie o to chodzi, żeby maksymalnie pokazywać całe spectrum produktów regionalnej myśli technicznej ?

Historia krajowego i zagranicznego lotnictwa zna niejeden taki przypadek gdy podejmowano próby ponownego zaadaptowania miejsc tego typu. W Krakowie, po przeszło czterech miesiącach prac konserwatorów uratowano unikalny, stalowo-drewniany lotniczy hangar z 1916 r. Budynek konstrukcji Wiener Neustadt jest jednym z najstarszych zachowanych hangarów lotniczych z czasów I wojny światowej. Hangar mieści się w jednostce wojskowej przy dawnym lotnisku Rakowice - Czyżyny. Wchodzi w skład zabytkowego zespołu dawnego lotniska i tamtejszych koszar ułańskich. Zbudowano go dla 10. Zapasowej Kompanii Lotniczej, która w 1916 r. stacjonowała na tym terenie. Obecnie hangar-weteran to jedyny w Polsce, który w niezmienionej postaci przetrwał od czasów I wojny światowej. Skuteczną próbę przywrócenia obiektowi dawnej świetności podjęli przedstawiciele Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa, Zakładu Krajobrazu Otwartego Politechnik Krakowskiej oraz Wojska Polskiego. Można go zwiedzać za zgodą dowództwa 8 Batalionu Dowodzenia. Jest atrakcją samą w sobie.

Również miłośnicy lotnictwa z Dolnego Śląska apelowali o ocalenie hangaru lotniczego. „Rozpoczynamy działalność na rzecz promowania organizacji Aerodywizjon i wspierania jej w rozwinięciu idei muzeum lotnictwa we Wrocławiu. Zanim jednak dojdzie do powstania muzeum, walczmy o hangary !!” – przeczytałam na facebookowym profilu „Tak dla Muzeum Lotnictwa we Wrocławiu”.

Fotografia: arch. Stowarzyszenia Aerodywizjon

W październiku 2014 roku Stowarzyszenie Aerodywizjon zaapelowało do Agencji Mienia Wojskowego o przekazanie kompleksu lotniskowego na Strachowicach w celach muzealnych. Inicjatorzy chcieli zrekonstruować teren, na który pierwotnie istniało osiem takich budynków z czasów II wojny światowej. Wtedy siedem z nich – jak napisano w petycji – znajdowało się w stanie określonym przez pomysłodawców jako doskonały. Dwa figurowały na liście zabytków, a jeden, brakujący stowarzyszenie chciało przenieść z pobliskiego Oporowa, gdzie służył m.in. jako magazyn rosyjskich mundurów wojskowych. Jeden ze strachowickich hangarów wspomniane stowarzyszenie pilotów wyremontowało i zgromadziło w nim lotnicze pamiątki. Wszystko w imię idei przysposobienia całego terenu pod wrocławskie Muzeum Lotnictwa. „Zwracamy się do pana z ogromną prośbą o pomoc w uratowaniu zabytkowej części wojskowego lotniska Strachowice, projektu, którym nasza lotnicza społeczność zajmuje się od 1992 roku” … Gdy czytałam list napisany przez pilotów z Aerodywizjonu do jednego z wielu ludzi mogących mieć wpływ na uratowanie hangaru, odniosłam wrażenie jakbym czytała scenariusz filmu sensacyjnego. Tylko… Czemu, aż taki realistyczny? „Minęło ostatnie pięć dni i zgodnie z wypowiedzeniem przekazaliśmy oficjalnie hangary AMW […] przeprowadziliśmy się z wyremontowanego przez stowarzyszenie hangaru nr 3 do dziurawego nr 4 mieszczącego się obok. Policja widząc naszą trudną sytuację […] użyczyła dziurawego hangaru nr 4 na okres jednego roku. Otrzymaliśmy informację, że za rok planują zwrócić hangary do AMW by przeprowadzić się do hangaru nr 6 na którym im zależy” – opisywał jeden z wielu wątków tej hangarowej historii, Robert Górczyk. „Schody” pojawiły się gdy rozformowano tamtejszy 11. Pułk Lotnictwa Myśliwskiego i wyprowadziła się stamtąd lotnicza sekcja Policji. To wtedy Agencja postanowiła sprzedać swój teren. Działki strachowickiego lotniska razem z hangarami wyceniono na ponad 2 mln zł. Jednak to nie pierwsza próba ratowania obiektów tego typu podjęta przez tę grupę ludzi. W 1992 roku, w miejscu obecnej wrocławskiej Giełdy Rolnej przy ul. Karmelkowej lotnicy, w trakcie wykonywania zadania lotniczego w powietrzu odkryli, że na tym terenie, w miejscu radzieckiej jednostki jest stary drewniany hangar pamiętający prawdopodobnie I wojnę światową i wtedy zaangażowani w sprawę piloci przetransportowali elementy zabytkowego hangaru na teren lotniska do pobliskich Strachowic zarządzanych przez wojsko. – Wkrótce okazało się, że wojskowe hangary mają być rozebrane i przekazane na ujeżdżalnię koni dla Wojskowego Klubu Sportowego Śląsk. Mieliśmy, albo na własny koszt znaleźć inny obiekt dla WKS Śląsk albo opuść to miejsce. Po dwóch latach negocjacji udało się powstrzymać rozbiórkę i ocalić te hangary – wspomina prezes Aeorodywizjonu. To swoisty chiochot historii, bo strachowickie lotnisko wojskowe, w opinii pasjonatów było doskonałą lokalizacją na umiejscowienie tam regionalnego muzeum lotnictwa. Argumentując to powoływano się m.in. na lotniczy krajobraz, dobra kultury, sąsiedztwo przemysłu, nauki, na wojsko, działalność usługową i komunikacyjną, instytucje lotnicze i wreszcie na ochronę dziedzictwa lotniczego. W swoich dziejach Wrocław posiadał aż pięć dużych lotnisk. Zespół budowli lotniskowych Wrocławia – Strachowic jest jednym z niewielu istniejących lotniczych zespołów bazowych z lat 30-tych XX wieku, które utrzymuje oryginalną formę. Kwestia tamtejszych hangarów do dziś pozostaje nie rozwiązana.

Najczęściej biurokracja i reguły ekonomii sprawiają, że ślady dawnych lotnisk znikają. Przepadają też hangary. Budynki pozostawione same sobie poddają się upływającemu czasowi. Tak też wygląda kwestia innego hangaru lotniczego w krakowskich Czyżynach. Budynek powstał w latach przedwojennych. Został zaprojektowany przez prof. Izydora Stella-Sawickiego. Podczas II wojny światowej był hangarem wojskowym. Dwukrotnie został zbombardowany. Swoją pierwotną rolę utracił w latach 60-tych XX wieku. Wtedy zaadaptowano go na potrzeby Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego – był warsztatem autobusowym. Potem hangar wydzierżawiło Muzeum Inżynierii Miejskiej, które wykonało doraźne prace remontowe, ale budynek niszczał. W czerwcu 2016 r. chciano zaadaptować go pod kino samochodowe, ale w końcu w budżecie miasta znalazły się środki na odnowienie. Muzeum zawarło kolejną umowę na użyczenia go na najbliższe trzy lata z przeznaczeniem na magazyn muzealnych obiektów. – Równolegle przeprowadzamy prace dotyczące zabezpieczenia technicznego hangaru i budynku administracyjnego, który w przeszłości był wykorzystywany do celów lotniczych. Teraz remontujemy dach. Potem będą piaskowane stalowe elementy konstrukcji nośnej budynku i zabezpieczane przed korozją. Z uwagi na bardzo zły stan techniczny hangaru musimy przemurować ścianę wschodnią, wymienić wieńce i inne betonowe elementy konstrukcji – streszcza plany wobec hangaru Marek Golonka, dyrektor krakowskiego Muzeum Inżynierii Miejskiej. Na te prace przeznaczono na razie ponad 1 mln. Zł. Dyrekcja Muzeum chce, aby hangar był siedzibą trzeciego oddziału instytucji. – Ale bardzo zły stan techniczny zabytku oraz skomplikowane sprawy własności części działki, na której jest zlokalizowany zabytkowy zespół hangaru nie przyczyniają się do osiągniecia tego celu. Na razie staramy się, aby został on wpisany do Miejskiego Programu Rewitalizacji – wyjaśnia dyrektor MIM-u w Krakowie.

Niestety świadomość obecności takich budynków o walorach historycznych wśród ogółu społeczeństwa jest raczej niewielka. Pewnie dlatego jak grzyby po deszczu w tych miejscach wyrastają lśniące nowością dyskonty, markety i galerie handlowe. Są i ciekawe pomysły zagospodarowania hangaru. Jeden z nich znaleziono w Pile. W hangarze technicznym pilskiego lotniska mieści się stajnia i szkółka jeździecka. Jednak pozytywne przykłady wciąż należą do mniejszości, a te negatywne można mnożyć. Z rogowskiego hangaru lotniczego pod Kołobrzegiem chciano zrobić klub dyskotekowy zarządzany przez organizatorów niemieckiego festiwalu muzyki techno. Nieistotne stało się, że przez lata lokowało tam swoje eksponaty Muzeum Oręża Polskiego. Przebranżowiono także jeden z hangarów na gliwickim lotnisku. W tym z 1913 roku, który pierwotnie służył do ochrony samolotom, później przez lat jako magazyn dla różnych firm, obecnie mieści się klub sportowy. Z pomysłem zrewitalizowano także hangar lotniczy na warszawskim Gocławiu. Konstrukcję zaadaptowano na park trampolin, a o tym, że budynek ma związek z lotniskiem przypomina szybowiec zawieszony pod sufitem. Zachowano też lotniczą nazwę. Park nazywa się Hangar 646.

Jeszcze minionej wiosny sprzeciwiano się rozbiórce i dewastacji starego poniemieckiego hangaru lotniczego w Pruszczu Gdańskim. Ta, jak wykazały badania, konstrukcja przenośna, w czasach świetności była zwana „szopą na samolot.” „Mija prawie rok od momentu, kiedy z puszczańskiego hangaru wyniosła się firma, która przez lata go dzierżawiła. Przez długie, zimowe miesiące hangar stał i niszczał” – napisano na blogu Fundacji Praust utworzonej w celu obrony hangaru. Po co ta rewolta? „Pomysł był prosty – uratować hangar i nadać mu drugie życie, tak aby służył mieszkańcom miasta” – czytamy dalej na praust.blog.pl. Czy to realna potrzeba czy też już maniera, aby wszystkim – nawet bardzo przestarzałym cudom techniki – nadawać „drugie życie”? Pruszczański hangar może akurat poszczycić się wieloma odmiennymi teoriami dziejów. Jedni twierdzili, że był „perełką w skali światowej i wg fachowca wojsk Luftwaffe stanowi ewenement w skali światowej” (praust.blog.pl/hangar-luftwaffe-praust), inni, że „do dzisiaj nie dysponujemy żadnym dokumentem, dotyczącym budowy hangaru” (strefahistorii.pl/naukowcy-przebadali-hangar-w-pruszczu-gdanskim). Lokal pełnił swoją funkcję zgodnie z przeznaczeniem w latach wojennych. Potem był m.in. hurtownią, stolarnią i siedzibą firmy budowalnej. W końcu stał się pustostanem, rozkradanym i dewastowanym. W zamyśle pomysłodawcy rewitalizacji pruszczański hangar mógł być salą koncertową lub centrum konferencyjnym. Mógł być… W kwietniu 2016 roku w hangarze wybuchł pożar.

Jednak kto w ogóle powiedział, że muzeum lotnictwa musi mieścić się w hangarze? Wszystko zależy od zasobów lotniczych i materialnych. Dowód? Puckie Muzeum Morskiego Dywizjonu Lotniczego znajduje się w budynku dawnej radiostacji. Czy jednak w Polsce doczekamy się kiedyś takiego muzeum jak austriackie Red Bull Hangar-7 ze stali i szkła? Trudno powiedzieć. Wiadomo, że w podkarpackim Mielcu są ludzie, którzy mają oryginalne aspiracje, aby utworzyć to „żywe latające muzeum”, a do tego jest im potrzebny kętrzyński hangar. –Chcemy pokazać Europie, że byliśmy i jesteśmy potęgą przemysłu lotniczego, że nadal możemy produkować najlepsze statki powietrzne. Wszystkie delegacje odwiedzające nasz region w celach handlowych obowiązkowo odwiedzałyby żywe latające muzeum w Mielcu. Ten hangar to element historii naszego miasta. Konstrukcja jest niemiecka, ale choćby ze względu na historię sportu i lotnictwa w Mielcu powinniśmy ją uratować i odtworzyć – uzasadniał prezes Aeroklubu Mieleckiego.

Wróćmy zatem jeszcze na moment do hangarów „muzealnych”. W 2008 roku Wojtek Matusiak ze „Skrzydlatej Polski” zauważył, że znaczną część dawnego rakowickiego lotniska zajmują krakowskie osiedla. Ale był tam też wówczas jeden oryginalny hangar. Sugerował stopniową odbudowę czterech hangarów, z których przed II wojną światową korzystały samoloty 2. Pułku Lotniczego, które po części zniszczyła wojna, po części rozbiórki czasów PRL-u. Po czym, spoglądając na pozostałość ściany jednego z nich, podsumował: „U nas nadal pokutuje pogląd, że zabytkiem jest Wawel albo obraz Rafaela. Ale samolot? Hangar? Pas startowy? Od niemal dziesięciu lat cały ten teren był zaniedbany, służąc jako dzikie wysypisko śmieci i lokal pod chmurką. Kiedy pojawiła się inicjatywa, by przystąpić do jego rewitalizacji, przy okazji upamiętniając świetne tradycje nowoczesnej polskiej myśli architektonicznej, okazało się, że trzeba go sprzedać. Pewien mądry człowiek stwierdził kiedyś, że w Polsce wszystko jest możliwe. Nawet zmiana na lepsze. I tego się trzymajmy”.

Autor publikacji: Katarzyna Hadała

Zdjęcie tytułowe: arch. Stowarzyszenia Aerodywizjon

Top