poniedziałek, 03 wrzesień 2018 12:39

Arkadiusz Pilch, autor książki „Legenda Dywizjonu 303”, porównuje dwa filmy o "Dywizjonie 303".

Napisane przez Arkadiusz Pilch
Oceń ten artykuł
(7 głosów)
Plakaty filmów "Dywizjon 303. Historia Prawdziwa" (Mówi Serwis) i "303. Bitwa o Anglię" (Kino Świat) to dwa konkurujące ze sobą filmy o tym samym temacie. Który zdobędzie większą widownię? Plakaty filmów "Dywizjon 303. Historia Prawdziwa" (Mówi Serwis) i "303. Bitwa o Anglię" (Kino Świat) to dwa konkurujące ze sobą filmy o tym samym temacie. Który zdobędzie większą widownię?

"Zapraszam czytelników do moich przemyśleń, jakie powstały po obejrzeniu angielskiej super produkcji pt. „303 Bitwa o Anglię” i polskiej pt. „Dywizjon 303. Historia prawdziwa”. - Pisze Arkadiusz Pilch - "Chciałbym się nimi podzielić i z góry uprzedzam, że nie jestem krytykiem filmowym, a pozwoliłem sobie na poniższy opis, gdyż w młodości latałem na myśliwcach typu Lim i Mig i napisałem powieść pt. „Legenda Dywizjonu 303”, co spowodowało, że przeczytałem kilkanaście książek w tym temacie."

Zacznę od angielskiej super superprodukcji pt. „303 Bitwa o Anglię”, bo oglądałem ją pierwszą a po drugie, to, do czego się dopuścili twórcy tego filmu woła o „Pomstę do nieba”. Zabolało mnie, w jaki sposób został przedstawiony polski dowódca Dywizjonu 303 major Zdzisław Krasnodębski zwany Królem i uważam, że wypada to jakoś „wyprostować”. Mówiono o Nim: ….że z grupy niesfornych indywidualistów stworzył wspaniały i zwycięski zespół. Nie odniósł w powietrzu wielu zwycięstw, ale odniósł za to zwycięstwo na ziemi, szkoląc i wychowując polskich pilotów, z których był dumy... Wychowawca i twórca Dywizjonu 303, wnuk powstańca styczniowego i zesłańca na Sybir. Przed wojną. Dowodził 111 Eskadrą Myśliwską, a po awansie był dowódcą 1 Dywizjonu Myśliwskiego, który w kampanii wrześniowej wszedł w skład Brygady Pościgowej. Jego odpowiednikiem angielskim w dywizjonie był major Romuald Kellett, przed wojną pilot Pomocniczych Sił Powietrznych, makler giełdowy z cywila. Gdy Krasnodębski wchodził do pomieszczenia służbowego wszyscy milkli i słuchali, co ma do powiedzenia i nie ze względu na rygor wojskowy, tylko z szacunku do tego, co swoją osobą reprezentował. Dlatego właśnie miał przydomek KRÓL „Królu nasz Panie jesteśmy gotowi na Twoje wezwanie”.

3 września 1939 w czasie walki powietrznej jego samolot zapalił się, a on ratował się skacząc na spadochronie… Pisze o tym, bo ma to związek z dniem 06.09.1940 roku, kiedy to w czasie naprowadzania na dużą formację Dornierów i Heinkli polskie ugrupowanie znalazło się w niedogodnym położeniu, byli niżej i musieli się wznosić, aby dosięgnąć nieprzyjacielskich bombowców. To powoduje, że samoloty lecą na mniejszej prędkości i stajają się „łatwym łupem”, narażając się na atak, który nastąpił. Major Krasnodębski próbował uciec od silnego ostrzału Messerschmittów, ale dostał serią w silnik i owiewkę. Starał się wyskoczyć z uszkodzonego samolotu, ale nie mógł rozpiąć uprzęży, gdyż odłamki zablokowały mechanizm zamka. Płonący olej chlapał do wnętrza kabiny, języki ognia wpadały do kabiny - docierały do myśliwca. Na szczęście miał na twarzy gogle lotnicze i maskę. Pilot usiłował gasić płonący kombinezon, ale ogień łapał rękawice, których materiał zaczął się topić, wnikając w skórę. BÓL! Ostatkiem sił przekręcił samolot na plecy, jednocześnie oddając drążek od siebie. Pod wpływem wytworzonego ujemnego przeciążenia puściła uprząż. Wyskoczył z płonącego samolotu, otworzył spadochron z opóźnieniem, bo nauczony doświadczeniem wiedział, że pęd powierza gasi ogień i chłodzi poparzoną skórę. To mu zapewne uratowało życie, bo gdyby nie doświadczenie z kampanii wrześniowej niechybnie spłonąłby razem ze spadochronem. Messerschmitt, który znalazł się w pobliżu bezbronnego pilota opadającego na spadochronie chciał go zabić serią z karabinów maszynowych, ale na szczęście zauważył to kapitan Urbanowicz i uratował swojego Dowódcę...

A co mamy w tej angielskiej superprodukcji, którą nas uraczono podając ją na pięknym półmisku reklamy? Do tej pory mnie mdli, jak sobie wspomnę o fabule, która miała być tak smakowita… Przepraszam za tą zjadliwą metaforę, ale trochę się wzburzyłem, bo nawet jeden raz nie usłyszałem nazwiska Krasnodębski. Używany jest przydomek Król i dla przeciętnego widza to jeden z wielu pilotów, a nie dowódca Dywizjonu 303. W czasie walki zostaje trafiony w silnik, który obejmuje ogień, ale o dziwo wraca z rejonu potyczki w tym płonącym samolocie na lotnisko i ląduje. A przecież wszyscy wiemy, że pod wpływem prędkości ogień się roznieca i szybko dochodzi do zbiorników, następuje wybuch, jest to doskonale widoczne na zachowanych dokumentalnych zdjęciach. W tym „dziwnym” filmie, bo mnie wręcz zadziwiał, Król po zatrzymaniu samolotu wyskaluje z kabiny płonąc na całym ciele i zostaje ugaszony. Czy to film wojenny, czy science fiction z komiksowym super bohaterem typu FIREMAN? Pokazano Go również w szpitalu, są widoczne tylko jego poparzone policzki, pominęli ręce, tak w Jego przypadku ważne. Major Zdzisław Krasnodębski poparzył sobie okolice czoła, bo jak wspomniałem miał na twarzy gogle lotnicze i maskę, oraz bardzo mocno ręce, którymi się gasił. A teraz moi czytelnicy wyobraźcie sobie, jakie to dla Niego było trudne i jak wiele Ojczyźnie poświęcił, bo już nie mógł walczyć o wolną Polskę i robić tego, co kochał ponad wszystko, czyli latać, spalił sobie dłonie niemal do kości, a powrót do „sprawności” wymagał paroletniej rehabilitacji. Widać to na zachowanych zdjęciach, kiedy odwiedził go Generał Władysław Sikorski, aby mu osobiście wręczyć Krzyż Virtuti Militari. Jeśli coś mnie jeszcze dziwi, to to, że jest jeszcze do tej pory pułkownikiem…

Po Zdzisławie Krasnodębskim, ciężko poparzonym w walce, nastał czas na Witolda Urbanowicza, kolejnego Dowódcę Dywizjonu 303. Miał przydomek Kobra. Tak nazwali go szkoleni przez niego myśliwcy, odpowiadając na pytanie, które często zadawał:, Jaki powinien być atak? ZDECYDOWANY! BŁYSKAWICZNY! SKUTECZNY! Jego angielskim odpowiednikiem był major Kent.

W tej angielskiej superprodukcji Urbanowicz zostaje ukazany na początku filmu i dowiadujemy się, że chce walczyć. Następnie pojawia się w Dywizjonie 303 wciśnięty jakby na siłę w fabułę. Na całe szczęście aktor Marcin Dorociński stara się jak może wcielić w tą wielką postać i niewątpliwie, to mu się udaje. Ale co z tego, kiedy twórcy filmu cały czas stawiają Urbanowicza na drugim planie, w cieniu Kenta, który jest faworyzowany, może ze względu na nazwisko – Gibson. Kent na swoje szczęście był na tyle mądry, że szybko zrozumiał, z Kim ma do czynienia i zaczął się uczyć a nie zadzierać nosa, jak pozostali Anglicy. Polacy go za to polubili iniejednokrotnie ratowali mu „skórę” o czy pisał w swoich wspomnieniach. Urbanowicz pojawia się w bazie Northolt o dwa tygodnie za późno. Według historii przybył do dywizjonu 21 sierpnia i co robił?

Bardzo dobrze to oddaje film „Dywizjon 303. Historia prawdziwa”, bo Kobra wnosi swoje doświadczenie, już walczył w Bitwie o Anglię na Hurricenach i ma na koncie dwa zaliczone zwycięstwa. Szkolił teoretycznie i praktycznie młodych pilotów, którzy uważali go za „MISTRZA” i chcieli skutecznie niszczyć znienawidzonego wroga. Ich niecierpliwość narastała i dochodziło do licznych konfliktów z angielskimi dowódcami, którzy nie spieszyli się z decyzją o dopuszczeniu Dywizjonu 303 do zadań bojowych.W tym czasie bitwa o Anglię trwała od 10 sierpnia i angielscy piloci walczyli z pilotami Luftwaffe, którzy zdobili doświadczenie w Hiszpanii, Polsce i Francji.

I powoli dochodzimy do walk powietrznych, spodziewałem się, że coś się będzie wreszcie działo, bo przyznam się, że zacząłem się już nudzić fabułą tej angielskiej superprodukcji filmu wojennego. No i doczekałem się. Zobaczyłem zmagania z pilotami niemieckimi, którzy drzemią w swoich maszynach i dają się zestrzeliwać jakby byli „żywymi trupami”. I nie chodzi mi o efekty specjalne, które są na poziomie starych gier komputerowych, ale o to, że twórcy tego filmu nie wysilili się, aby dowiedzieć się, na czym polegają walki powietrzne z bombowcami czy myśliwcami. Bombowce przecież były „małymi fortecami” obstawionymi ze wszystkich stron karabinami maszynowymi a w tym filmie są niszczone jakby strzelano do stada wielorybów płynących w przestrzeni powietrznej, bezwładnie jakby w środku zasnęli strzelcy pokładowi. Owszem zdarzało się, że Ktoś miał szczęście i zestrzeliwał bombowca za pierwszym podejściem, ale niejednokrotnie trzeba było parę razy atakować, aby go całkowicie zniszczyć i nie było to łatwe, wymagało bliskiego podejścia a myśliwcy wracali z tych potyczek na samolotach podziurawionych pociskami jak sito.

Co do walk powietrznych z myśliwcami. Wygląda na to, że angielski scenarzysta coś tam przeczytał o sierżancie Karubinie, któremu zabrakło amunicji i ścigając Messerschmitta w locie koszącym przeleciał nad nim tak blisko, że ten się wystraszył i oddał drążek, co z kolei spowodowało uderzenie w jakąś przeszkodę terenową, i to rzeczywiście było możliwe. No, ale wciskanie widzowi coś takiego, że Zumbach podlatuje równolegle do wroga, podbija mu skrzydło, jak to robiono w przypadku niszczenia pocisków V 1 i samolot spada jakby w kabinie nikogo nie było. Sami przyznacie, że to naprawdę spora przesada. Ale okazuje się, że na „naiwnego” widza czeka kolejna niespodzianka, bo Zumbach tym razem w kolejnej scenie podlatuje do Messerschmitta z tyłu. Oczywiście niemiecki pilot śpi w kabinie i nie zauważa w peryskopie atakującego wroga, czeka aż jego ogon zostanie zmielony śmigłem Hurricena razem z tylnym kółkiem. To jak wsadzić pręt w szprychy kręcącego się koła, śmigło idzie w drzazgi, może zniszczy owiewkę, już nie wspominając o tym, który siedzi w kabinie. No ta scena nadaje się idealnie do kreskówki dla dzieci a nie do filmu wojennego….

Walka z myśliwcami nie polegała na ściganiu lecącego po prostej nieprzyjacielskiego samolotu, bo atakowany pilot doskonale wiedział, że nie może pozwolić wrogowi, aby ten, chociaż na sekundę złapał go w celownik, dlatego myszkował, wykonywał wiraże, manewrował łącznie z figurami pionowymi. Jeden drugiemu chciał wyjść na „ogon”, aby mieć lepszą pozycję do strzału. Dlatego właśnie Urbanowicz wpajał myśliwcom, że najważniejsze jest wcześniejsze zauważenie wroga, aby sobie wypracować dogodną pozycję, ze słońcem, z przewyższenia i błyskawiczny atak, w którym można zaskoczyć przeciwnika. Jeśli w tym uderzeniu nie następowało zniszczenie nieprzyjaciela myśliwiec przystępował do walki kołowej, w której o wiele trudniej jest zestrzelić wrogi samolot, no i jest „kocioł” w powietrzu, trzeba mieć jak to mówią oczy ze wszystkich stron otwarte. I uważam, że walki powietrzne zostało przedstawione o niebo lepiej przez polskich twórców w filmie „Dywizjon 303. Historia prawdziwa” i speców od grafiki komputerowej. Tam przynajmniej coś się dzieje w powietrzu. Pokazana jest walki na śmieć i życie z niemieckimi myśliwcami, którzy też chcą zwyciężyć. Bombowce się bronią, manewrują, uciekają… Myśliwcy zmagają się ze swoją fizyczności i psychiką. Walka myśliwców jest pełne przeciążeń, częstych manewrów, drążek i manetka gazu jest w ruchu. I o to właśnie chodzi….

Polscy myśliwcy w bazie Northolt szkolili się z regulaminów, uczyli języka angielskiego, korespondencji radiowej na rowerach, trenowali przestarzałą taktykę walki strzelając na niby do symulowanych celów i czekali aż łaskawie Anglicy dopuszcza ich do zadań bojowych. Kiedy wreszcie zaczęli walczyć i niszczyć wroga wychodzili do restauracji, aby uczcić swoje zwycięstwa. Stali się w Anglii sławnii większość z nich wykorzystywała swoją popularność. Korzystali z życia, bo byli młodymi ludźmi z krwi i kości. A ponadto musieli odreagować stresy powstałe na wskutek nieustannej gotowości bojowej, walki na śmierć i życie, groźby trwałego kalectwa. I to było w miarę wiernie, chociaż zbyt pobieżnie, pokazane w filmie polskiej produkcji pt. „Dywizjon 303. Historia Prawdziwa”. Tak Oni byli kulturalni i umieli się zachować w każdej sytuacji, bo na szkole Orląt w Dęblinie, jako przyszli oficerowie oprócz przedmiotów związanych z lotnictwem miel zajęcia z „dobrego zachowania”. Przechodzili nawet kurs tańca, uczyli się francuskiego, bo w tych czasach ten język obowiązywał w Europie. Byli szarmanccy w stosunku do kobiet, bo im to wpojono. Gdy prosili kobiety na parkiet całowali je w dłonie, to samo po zakończeniu tańca, oczywiście oprowadzali je i odsuwali krzesło, aby partnerka mogła wygodnie usiąść, to było dla Angielek coś nowego. Ponadto nie byli sztywni i oziębli jak Anglicy, którzy trzymali wszystkich na dystans i przejście na ty wymagało czasu. Polacy nie mieli czasu i jeśli coś czuli do kobiety, to mówili o tym, bo jutro był ALARM. Żyli dniem dzisiejszym - tu i teraz, a i angielki chciały, choć na chwilę zapomnieć o wojnie i przeżyć coś romantycznego, bo nie wiedziały, co będzie w przyszłości, może zginą w czasie nalotu albo czeka ich okupacja niemiecka itp. I to uważam zostało bardzo dobrze przedstawione w polskiej produkcji pt. „Dywizjon 303. Historia Prawdziwa”.

Natomiast, gdy zobaczyłem na ekranie jak w angielskiej superprodukcji twórcy filmu pt. „303 Bitwa o Anglię” ukazani polskich pilotów to najpierw się zdziwiłem a z czasem poczułem wręcz zażenowanie. Doszło do tego, że miałem ochotę wyjść z kina, bo zrobiono z naszych lotniczych bohaterów gromadę drażliwych buntowników wdających się w bójki i imprezowiczów pijących wódkę z litrowych butelek. Oczywiście z „gwinta”, no, bo to przecież nasz narodowy, przedwojenny sposób wypróżniania procentowych używek…. Żeby jeszcze tego było mało, piloci zrobili sobie głośną libację w koszarach, sprowadzili dziewczyny do pokoju gdzie spali i zabawa niemal do rana. Za przeproszeniem, „skuli” się niemal do nieprzytomności, wiedząc, że na następny dzień muszą być w gotowości alarmowej, bo są przewidziani do zadań bojowych. Ledwo zwlekli się z łóżek, kiedy ogłoszono alarm…Nie trzeba być znawcą żołnierskiego zachowania, aby zauważyć, że to niemożliwe, aby przełożeni pozwolili na coś takiego w miejscu bazowania, a wygląda na to, że wsadzili sobie zatyczki do uszu i poszli spać, aby nie przeszkadzać. Angielscy dowódcy byli wręcz przewrażliwieni na tle naruszania dyscypliny, a i polscy dowódcy nigdy by na coś takiego nie pozwolili. W dywizjonie było przyjęte, że Ci, którzy są przewidziani do zadań bojowych, czyli zapisani na tablicy, bawią się tylko do godziny 21.00 i „spanko”. Przełożeni nie musieli tego pilnować, bo nikt o zdrowych zmysłach nie doprowadza się do takiego stany aby walczyć na śmierć i życie mając kaca i osłabić dywizjon przez swoją niedyspozycyjność. Zresztą wiedzieli, że będą sprawdzani przez lekarza. Zawieszenie w lotach było największą karą i wstydem dla pilota ido tej pory jest.

Polakom się dostało, ale i Czechowi nie odpuścili twórcy tej angielskiej superprodukcji. Josefa Frantiśka ujrzałem w scenie, kiedy bije się z jakimś oficerem i stwierdza, że będzie walczy w polskim dywizjonie. Dalej miałem wrażenie, że strach nawet do niego podchodzić, bo jest kłębkiem nerwów. Dostaje w „mordę” do Zumbacha, bo zostawił go w potrzebie w czasie walki powietrznej, aby dopaść kolejny cel na nad kanałem La Manche. Jest tak napalony na zabijanie, że goni za Niemcem aż do Francji, mimo, że ma mało paliwa. Mało tego, wiedząc o tym, że wraca na „oparach” zamiast wznieść się na bezpieczną wysokość, aby wyskoczyć ze spadochronem, albo szukać miejsca do przygodnego lądowania lub wodowania, bo już jest blisko Anglii ładuje się w linię brzegową i ginie, wygląda to jak samobójstwo.

Postać Josefa Frantiśka pięknie przedstawiono w polskiej produkcji pt. „Dywizjon 303. Historia Prawdziwa”. On rzeczywiście był bardzo lubiany i ceniony za swoją odwagę. Owszem zdarzało mu się opuszczać ugrupowanie, ale nie w czasie jego zagrożenia tylko jak już wracali z zadania bojowego, lub nie było szans na znalezienie wroga. Czmychał nad kanał i polował na wracających maruderów, dzięki temu odnosił sukcesy i był pierwszym asem w dywizjonie, najszybciej zniszczył pięć wrogich maszyn, zanim zginął zniszczył ich 17. Angielscy dowódcy, jak już wspomniałem bardzo czuli na naruszanie dyscypliny w powietrzu postanowili go usunąć z dywizjonu. Witold Urbanowicz nie chcąc stracić tak dobrego pilota, o którym mówiono, że każda jego seria wchodzi w cel jak nóż w masło wpadł na pomysł, aby zrobić z niego „gościa” dywizjonu, w ten sposób wyszedł z problemu jak to się mówią po angielsku. Co do śmierci Josefa, to był ona związana z przemęczeniem. W czasie wykonywania beczki, moment nieuwagi i zawadził skrzydłem o jakieś obwałowanie, podobno wykonywał tą figurę nad domem swojej dziewczyny…

Po miesiącu zmagań wszyscy myśliwcy byli zmęczeni i potrzebowali odpoczynku. Niewątpliwie w angielskiej wersji lepiej jest to przedstawione, ale nie sądzę, aby polscy myśliwcy wspomagali się jakimiś tabletkami, jak to jest pokazane w superprodukcji angielskiej pt. 303. Bitwa o Anglię w scenie, kiedy Zumbach po wylądowaniu łyka garść tabletek niewiadomego pochodzenia, aby nie zasnąć. To mi wygląda niczym reklama jakiejś firmy farmaceutycznej produkującej psychotropy. Po to było w dywizjonie po dwóch pilotów na jeden samolot, aby mieli odpowiednie przerwy między wylotami i mogli wypocząć. Zmęczenie myśliwców należy rozpatrywać nie tylko poprzez wyczerpanie fizyczne a przede wszystkim psychiczne, bo ile człowiek może wytrzymać w nieustannym napięciu i stresie. Ponadto śmierć kolegów była ciężkim dla Nich przeżyciem… Szczególnie boleśnie odczuli śmierć w dniu 27.09.1940 roku Dowódcy Eskadry B – porucznika Ludwika Paszkiewicza (Paszki), który im zawsze służył pomocą i dobra radą, a Zumbach drwił z niego, że na pewno nie jest Polakiem, bo stroni od alkoholu…. Pamiętamy go przede wszystkim z tego jak 30 sierpnia w czasie symulowanych atakówna angielskie bombowce odłączył się samowolnie od ugrupowania i zniszczył wrogi samolot, co przyspieszyło wejście Dywizjonu 303 do zadań bojowych. Szkoda, że o Paszce (sześć zwycięstw) tak mało się mówi, urodził się niedaleko Lublina w Woli Gałęzowskiej i nie wiem czy w tej okolicy, chociaż nazwano jego imieniem jakąś uliczkę. Nie wrócił do swojej żony Marii i córeczki Marceliny, która zmarła na błonicę. Żona brała udział w Powstaniu Warszawskim i w roku 1960 wstąpiła do zakonu Niepokalanek w Szymanowie.

Plusem na korzyść filmu pt. „303 Bitwa o Anglię” jest jego wielowątkowość, ale starałem się jak mogłem odnaleźć, chociaż strzęp historii o polskim myśliwcu, który nie był wstanie zabijać Niemców i modlił się za nich, ale jakoś nie znalazłem i wydaje mi się, że zostałby „spisany” z latania jeszcze, jako podchorąży w Szkole Orląt, gdzie była bardzo surowa selekcja i szybko eliminowali słabych psychicznie kandydatów na myśliwców. Myślę, że scenarzysta dla pogłębienia dramatyzmu pozwolił sobie zamieścić historię o młodym angielskim myśliwcu, bo z czasem dochodziło do tego, że w Wielkiej Brytanii szkolenie pilotów trwało zaledwie parę tygodni. Kierowano do walki ledwo umiejących latać około dwudziestoletnich chłopców, co w oryginalny sposób było ukazane w „Dywizjon 303. Historia prawdziwa”.

W głównej roli „Cumbacha” w wersji polskiej całkiem fajnie zagrał Zakościelny, był dowcipny, zabawny, tak zwana dusza towarzystwa, no i oczywiście przeżywa kolejny romans, bo ma powodzenie u kobiet. Trudno się neutralnie do jego gry aktorskiej odnieść, widząc, jaki efekt wywołuje pojawiając się na ekranie wśród widzów płci pięknej. A przecież o to chodzi i pewnie tylko ze względu na jego osobę zwiększy się oglądalność tego filmu. Jest szarmancki, dobrze tańczy, pięknie na nim leży mundur i niewątpliwie zwiększy się ilość wielbicielek jego „talentów”. Co prawda z tego zespołu kolegów najprzystojniejszy był Tolo – Łokuciewski, no, ale nie czepiajmy się szczegółów, tym bardziej, że i Królikowskiemu niczego nie brakuje.

Natomiast w superprodukcji angielskiej pt. „ 303. Bitwa o Anglię postać Zumbacha jest o wiele bardziej „krwista”. Wciela się w nią Iwan Rheon, gra bardzo dobrze, to trzeba mu przyznać. Jednak przedstawiona przez niego postać jest „jak dla mnie oczywiście” zbyt ponura. Może, dlatego, że znam go z roli w serialu pt. „Gra o Tron”, w którym jest „sadystom” i bękarta jakiegoś Lorda. Starał się jak potrafił grać zabawnego gościa z dużym poczuciem humoru, ale jednak, albo się to w sobie ma albo nie. Co do jego fizyczności, no nie wiem, bo jako mężczyźnie trudno mi powiedzieć czy jest przystojny. Drażniło mnie również to, że jest niski i ten mundur, no nie bardzo na nim leży, przez to nie mogłem uwierzyć w jego powodzenie u kobiet. W tym momencie chciałbym przeprosić znawców życiorysu Jana Zumbacha, bo w tym filmie okazuje się, że ma tylko jedną dziewczynę przez cztery lata tej strasznej wojny. Widzimy go w ostatniej scenie jak żegna się ze swoją wybranką, bo dla ich związku nie ma przyszłości. Nie chcą polaków w Anglii, już zrobili swoje, teraz tylko przeszkadzają i są wyrzutem sumienia….

Może nie jestem krytykiem filmowym, ale nie zgadzam się z opinią, jakoby polska produkcja był gorsza od angielskiej wersji tej samej historii, bo nawet pomijając, to, co napisałem powyżej, odpowiedzcie mi na pytanie: Jak można dopuścić do tego, że film o Dywizjonie 303 ma słabe efekty specjalne. To kpina, bo przecież sednem tej opowieści jest to, że mimo wątpliwości wysoko postawionych przedstawicieli Royal Air Force, Polacy odegrali kluczową rolę w bitwie o Wielką Brytanie i wykazali się niezwykłą zaciętością oraz skutecznością w walkach z przeważającymi siłami Luftwaffe. Pomogli Anglika i nie wiadomo, co by było, gdyby tego nie zrobili, niewątpliwie wojna trwałaby dłużej i więcej ludzi by zginęło….

Ponadto, wszystko ma swoje granice i rozumiem, że angielska superprodukcja jest filmem fabularnym, i że pewne fakty historyczne można pominąć, spłycić, naciągnąć, ale uważam i mam nadzieję, że i moi czytelnicy też doszli do tego samego wniosku, że nie powinno się przekraczać pewnego punktu, w którym widz, w tym przypadku polski i zagraniczny, wyrobi sobie fałszywą wiedzę o tamtych wojennych czasach. A dotego niewątpliwie doszło! Po drugie, nawet nie będę sobie wyobrażał jak czują się rodziny naszych lotniczych bohaterów, patrząc w jak kłamliwy sposób przedstawiono ich ojców, dziadków i pradziadków… Nie wiem, jaką ocenę wystawiają profesjonalni krytycy filmowi superprodukcji angielskiej pt. „303 Bitwa o Anglię”, ale uważał, że jaka by nie byłą film pt. Dywizjon 303. Historia prawdziwa jest dwa razy lepszy i można na niego spokojnie wziąć nawet małe dzieci.

Na koniec moich przemyśleń i dywagacji po obejrzeniu filmu pt. „303 Bitwa o Anglię” chciałbym zapewnić, że nie chodziło mi w tej krytyce o to, aby ludzie nie poszli na jego projekcję w myśl tego, że nie ważne, co się mówi o danym dziele, ważne żeby się mówiło, bo najgorsze, co je może spotkać twórcę to milczenie… Ogólnie da się te film obejrzeć choćby ze względu na grę aktorów, przynajmniej tych głównych i Marcina Dorocińskiego oraz wątek romansu Zumbacha z piękną Wawk-ą. Warto też porównać tą wersję z polską, dla wyrobienia sobie własnego zdania.

Film „Dywizjon 303. Historia prawdziwa” ma niewątpliwie parę niedociągnięć związanych ze scenariuszem i przeciętną grą paru aktorów, ale niewątpliwie ma więcej zalet niż wad. Nawiasem mówiąc z aktorów drugoplanowych najlepiej zagrał Jacek Samojłowicz, który wcielił się w rolę Göringa, no naprawdę to majstersztyk. A to, że ten film jest zbyt pompatyczny i „przesłodzony” to może i dobrze, bo zadajmy sobie pytanie:, Do kogo jest skierowany? Ano, przede wszystkim do ludzi młodych, również uczniów szkół podstawowych, którzy nie przychodzą do kina, aby przeżywać przez godzinę traumatyczne zachowania zestresowanych i zmęczonych wojną ludzi. Chodzi w tym wszystkim o to, aby ich zaciekawić tym tematem i żeby z własnej woli sięgnęli po książki i historyczne opracowania. Owszem fikcyjnych wydarzeń jest dużo, ale one nie rażą w sposób bolesny i nikogo nie obrażają, a myślę, że to jest bardzo ważne, aby nie naruszać uczuć członków rodzin naszych lotniczych bohaterów.

Ponadto i już na koniec, chciałbym pogratulować producentowi, Panu Jackowi Samojłowiczowi za to, że mając tak mały budżet doprowadził do zaistnienia na ekranach kin całkiem przyzwoitego filmu z dobrymi efektami specjalnymi walk powietrznych. Jestem przekonany, że ta produkcja odniesie sukces finansowy. I tak się zastanawiam, a i Wy zapewne moi czytelnicy również, bo gdyby dysponował większym budżetem pójść dalej w fabule i pokazać zmęczenie naszych lotniczych bohaterów, widz mógłby zobaczyć jak giną w walce Andruszkow i Paszkiewicz, no i co uważam bardzo ważne, przypomnieć sobie, że nasi żołnierze, czyli czwarta aliancka armia walcząca na Zachodzie, (bo przecież nie chodzi tylko o pilotów), nie została zaproszona na Paradę Zwycięstwa, w której szły nawet oddziały z Etiopii, Seszeli i Fidżi, niczego im nie ujmując…. Wtedy ten film byłby niewątpliwie lepszy a raczej „pełniejszy”, i może nawet trafiłby na czerwone dywany do Hollywood, wtedy cały świat miałby możliwość usłyszeć prawdziwą historię o walce Polaków o wolność Waszą i Naszą… A tym czasem, czekamy dalej i miejmy nadzieję, że nie potrwa to długo… Tym czasem zamiast narzekać proponuje ruszyć do kin, w ten sposób pokażemy, że nas te tematy interesują a przyszli producenci będą mogli mieć większe możliwości, aby zgromadzić odpowiednie fundusze w tworzenie filmów o naszych lotniczych bohaterach… Uważam, że szkoły z ich dyrekcjami nie powinny przejść obojętnie przed filmem pt. „Dywizjon 303 Historia prawdziwa”, który w sposób myślę dobry i przystępny pogłębia wiedzę tak ważną dla naszej tożsamości narodowej.

Ponadto może znajdą się tacy, którzy docenią to, co napisałem i pokuszą się o prostowanie tych wszystkich poruszonych przeze mnie spraw w imię prawdy o tamtych wojennych czasach. Na koniec pozwólcie, że zacytuję jeden z wierszy, które zawarłem w mojej powieści pt. „Legenda Dywizjonu 303” i zapraszam na stronę www.cyberarka.pl:

 

DZIĘKUJEMY CI DYWIZJONIE 303

Za poniesione rany dziękujemy, dziękujemy ci.

Kościuszkowski Dywizjonie Trzysta Trzy.

Za Króla, który z gromady niesfornych chłopaków

stworzył zespół lotniczych asów.

Za Tolla, który był przystojny jak amant filmowy,

do walki zawsze pierwszy i gotowy.

Za Donalda, który w powietrzu był zabójczo szybki

na ziemi skory do zabawy i wypitki.

 

Za przelaną krew dziękujemy, dziękujemy ci.

Kościuszkowski Dywizjonie Trzysta Trzy.

Za Kobrę, który na zwycięstwo dobrą radę miał,

błyskawiczny atak i celny strzał.

Za Oxsa, który był uparty jak wół i mimo trudów

opisał wiele lotniczych cudów.

Za Dzidka, który niszczył cel dosłownie w mig,

był zawzięty jak zraniony dzik.

 

Za poświęcone życie dziękujemy, dziękujemy ci.

Kościuszkowski Dywizjonie Trzysta Trzy.

Za Paszkę, który miał czekania naprawdę dość

i dawał Szkopom mocno w kość.

Za Czecha, który brakiem dyscypliny w oczy kół,

nad morzem wrogów strącał w dół.

Za Długiego, który w pojedynkach nie bał się kul,

był waleczny i odporny na ból.

 

Za poświęcone życie dziękujemy i przepraszamy,

że nie wszystkich w tej pieśni wymieniamy.

Bo Angliaw tej bitwie wygrała dosłownie o włos

I gdy by nie Oni, spotkałby nas gorszy los?

Za przelaną krew dziękujemy, dziękujemy ci.

Kościuszkowski Dywizjonie Trzysta Trzy.

Za poniesione rany dziękujemy, dziękujemy ci.

Kościuszkowski Dywizjonie Trzysta Trzy.

Za poświęcone życie dziękujemy, dziękujemy ci.

Kościuszkowski Dywizjonie Trzysta Trzy.

 

Autor recenzji: mjr mgr pil. Arkadiusz Pilch

Czytany 2661 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 03 wrzesień 2018 12:44

Artykuły powiązane

  • Z biało-czerwoną szachownicą na skrzydłach. Lotnicza wystawa na Politechnice Lwowskiej.

    W auli gmachu głównego Politechniki Lwowskiej otwarto wystawę „Z biało-czerwoną szachownicą na skrzydłach”. Wystawa składa się z trzech ekspozycji prezentujących: wkład uczonych tej uczelni w rozwój polskiego lotnictwa, legendarny Dywizjon 303 – jeden z symboli zwycięskiej bitwy o Anglię oraz Dywizjon 307 noszący nazwę „Lwowskich Puchaczy”.

  • Mustang Midget w malowaniu Spitfire MK VB o oznakowaniu Dywizjonu 303 podczas Nocy w ILOT.

    MUZEUM 303 przygotowało niespodziankę - specjalnie dla fanów Nocy Mustang Midget - aktualnie w malowaniu Spitfire MK VB o znakach RFD Dywizjonu 303 należącego do ppłk. pilota Jana Zumbacha - patrona Muzeum 303. Znaki samolotu: A44-RFD. Samolot tej jest dopuszczony do akrobacji.

  • Śladami 305 Dywizjonu Bombowego. Delegacja Muzeum Sił Powietrznych w Becklingam.

    Muzeum Sił Powietrznych oraz Mobilna Jednostka Dowodzenia Operacjami Powietrznymi prowadzi prace badawcze nad tradycjami 305 Dywizjonu Bombowego Ziemi Wielkopolskiej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego.

  • Pamięć o polskiej załodze zestrzelonego samolotu RAF.
    Delegacja Polskich Sił Powietrznych z 8. BLTr wzięła udział w uczczeniu polskich lotników zestrzelonych podczas lotu z pomocą dla Walczącej Polski. W dniu 28 grudnia 1944 roku Halifax Mk V o numerze LL 187 z Dywizjonu Specjalnego 301 "Ziemi Pomorskiej" wystartował z Brindisi we Włoszech z zadaniem dotarcia z misją w okolice Lublina.
  • PZL.23 Karaś. O tym samolocie będzie się mówić w najbliższy weekend.

    W najbliższą niedzielę, 23 września 2017 o godzinie 12.00 w Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie odbędzie się spotkanie dotyczące samolotu PZL.23 Karaś.

  • 150 tys. widzów! „Dywizjon 303. Historia prawdziwa” najlepszym filmem minionego weekendu w kinach.

    „Dywizjon 303. Historia prawdziwa” podbił w miniony weekend polskie kina, ściągając do nich niemal 150 tysięcy widzów. Tym samym zajął pierwsze miejsce w filmowym box office. Wśród widzów, którzy obejrzeli film byli również piloci znający realia tego zawodu z codziennego życia. „To taki film, którego się nie zapomina” – mówi generał Dariusz Malinowski, Dowódca Centrum Operacji Powietrznych 23. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim – „Są pokolenia, które były wychowane na Asach przestworzy, czy też, jak nasi młodsi koledzy, na filmie Top Gun. Ja myślę, że przyszłe pokolenia będą bardzo mile wspominać Dywizjon 303.

  • Zobacz plakat festiwalowy filmu „Dywizjon 303. Historia prawdziwa”.

    W 78. rocznicę pierwszego lotu bojowego legendarnego Dywizjonu 303, na ekrany polskich kin wszedł film na podstawie książki Arkadego Fiedlera „Dywizjon 303. Historia prawdziwa”. Zobacz plakat festiwalowy filmu autorstwa Ryszarda Wojtyńskiego. Artysty, który niedawno stworzył przepiękną grafikę do książki „Śpiące królewny” Stephena Kinga.

  • Gra Dywizjon 303: Bitwa o Anglię Firmy Cenega już w sprzedaży!

    Dołącz do bohaterskiej polskiej eskadry w pełnej adrenaliny grze akcji z elementami edukacyjnymi. W pudełku kartonowy model Hawker Hurricane do sklejenia!

  • „Piloci” powrócą na Dużą Scenę 22 września. Teatr Roma prezentuje nowy plakat.

    Przypomnijmy, że „PILOCI” to pełna emocji musicalowa opowieść o miłości brutalnie przerwanej przez II wojnę światową. Wielkie uczucie łączące Jana, młodego polskiego pilota wojskowego i Ninę, war-szawską aktorkę kabaretową i piosenkarkę, rozgrywa się na tle wydarzeń historycznych lat 30. i 40. ubiegłego wieku, przede wszystkim Bitwy o Anglię, w której niezwykle doniosłą rolę odegrali polscy piloci.

  • Za rok okrągła 80 rocznica wybuchu II Wojny Światowej. Jak wyglądało lotnictwo 79 lat temu.

    W bieżącym roku obchodzimy już 79 rocznicę Wojny Obronnej 1939 r. Osamotnionej Polsce przyszło zmierzyć się z agresją trzech napastników: Niemiec, Związku Radzieckiego oraz Słowacji. Niniejszym artykułem chcielibyśmy przybliżyć zmagania polskiego lotnictwa w czasie Wojny Obronnej.

Top