Wydrukuj tę stronę
środa, 28 listopad 2018 10:45

Poznajcie historię udziału pilota Czesława Dyzmy i śmigłowca Mi-2 w filmie James Bond - For your eyes only.

Napisane przez Aviation24.pl
Oceń ten artykuł
(2 głosów)
Czesław Dyzma przy śmigłowcu SP-SAP (Foto: Stanisław Porębski) - Zdjęcie pochodzi z prywatnego archiwum Czesława Dyzmy Czesław Dyzma przy śmigłowcu SP-SAP (Foto: Stanisław Porębski) - Zdjęcie pochodzi z prywatnego archiwum Czesława Dyzmy

Był październik 1980 roku, kiedy dyrekcja zakładów PZL Świdnik zgodziła się na udział śmigłowca Mi-2 SP-SAP w zachodniej produkcji "Tylko dla twoich oczu" w reżyserii Johna Glena. Pilot Czesław Dyzma i nieżyjący już mechanik Stanisław Porębski polecieli śmigłowcem zza "żelaznej kurtyny" do całkiem innego "świata". O tym jak Pan Czesław wspomina tamte chwile możecie zobaczyć w materiale, który zrealizowaliśmy w zakładach PZL Świdnik oraz przeczytać poniżej szczegółową relację.

Mariusz Barszcz: Panie Czesławie, jak producenci znaleźli śmigłowiec Mi-2 i jak przedstawiała się ówczesna sytuacja w kraju?

Czesław Dyzma: W 1980 roku brytyjska firma Helicopter Hire Ltd. zwróciła się do PZL o wynajem śmigłowca do realizacji filmu z serii James Bond.
Kontrakt został zawarty z napiętym terminem jego realizacji. Dyrektorem WSK Świdnik był wówczas Jan Czogała, człowiek kompetentny i człowiek z wizją. Wyznaczono wówczas śmigłowiec Mi-2 o znakach SP-SAP. Na pilota wyznaczono mnie a na mechanika Stanisława Porębskiego . Wracając do sytuacji w Polsce, w tamtym czasie to myślę, że możemy być obecnie zadowoleni, że czasy tamte minęły i oby nie wróciły nigdy. Można powiedzieć w przenośni, że nad Polską zbierały się ciemne chmury. Kryzys ekonomiczny, puste półki w sklepach, brak nadziei na poprawę i obawa interwencji zbrojnej z tak zwanego bratniego narodu . Panowało ogólne przygnębienie. W takiej to atmosferze, na początku października 1980 roku, zostałem delegowany wraz z mechanikiem do Grecji.

MB: Czy może Pan opowiedzieć jak przebiegał lot do Grecji?

CD: Pierwszy etap lotu to Świdnik-Warszawa. W Warszawie dołączył do nas kapitan John Crewdson, który wynajmował nasz śmigłowiec za pośrednictwem PZL. Przedstawiciel PZL zapewnił mnie, że wizy niezbędne do przekroczenia granicy Grecji są na miejscu. Polecieliśmy do Krakowa, a następnego dnia wylecieliśmy do Belgradu. Na trasie napotkaliśmy mgłę i mżawkę. Warunki meteorologiczne nie pozwalały na lot zgodnie z przepisami lotniczymi.

MB: Rozumiem, że mieliście duży problem. Przecież tam na miejscu już czekała na Was ekipa filmowa..

CD: Przerwanie lotu i powrót do Krakowa oznaczało uniemożliwienie wykonania zadania. Zdecydowałem się na lot na małej wysokości nad szosą, która prowadziła przez Góry do Nitry w Czechosłowacji (obecnie Słowacja). Dalszy lot odbył się bez przeszkód. Nad Belgradem szalała burza, ale lądowanie odbyło się bez problemów. Po zabezpieczeniu śmigłowca udaliśmy się do hotelu. W hotelu John spotkał znajomego, który podczas kolacji zapytał mnie: - Co oznacza … ? i TU padły przekleństwa w języku polskim. Wyjaśniłem Anglikowi znaczenie wygłoszonej wiązanki i zapytałem o co chodzi. Anglik wyjaśnił, że jako specjalista maszyn tkackich udaje się samochodem do Polski, a konkretnie do Łodzi. W swojej firmie, która go delegowana, został pouczony jak ma zachowywać się w Polsce. Wyjaśnił mi, że jadąc samochodem może być zatrzymany przez milicjanta, który może wyciągnąć rękę i powiedzieć: - „10 dolarów” . „W takiej sytuacji” - wyznał Anglik – „mam powiedzieć w języku polskim wyuczoną wiązankę”. Pomyślałem wówczas, że podróże rzeczywiście kształcą.

MB: Czyli można uznać, że cel był bliski i wszystkie kłopoty zostawiliście już za sobą…

CD: Nie od końca. Dnia następnego przebyliśmy trasę Belgrad-Saloniki bez problemów. W Salonikach okazało się, że formalności wizowe nie są załatwione jak zapewniano mnie w Warszawie. W tej sytuacji mieliśmy zgodę tylko na lot powrotny do Polski. Filmowcy wpłynęli jednak na władze lotnicze, które pozwoliły na lot na wyspę Korfu. Pojawiła się następna przeszkoda: warunki meteorologiczne. Nad zachodnią częścią Grecji przeszła burza. Zachmurzenie było całkowite. Lot zgodnie z przepisami lotniczymi był niemożliwy. Władze lotniska nie pozwalały też na wyjście z lotniska do hotelu. W tej sytuacji postanowiłem spróbować wykonać lot w kierunku wyspy Korfu. Pierwszy odcinek lotu z Salonik do masywu gór Olimp był normalny. Góry były jednak przykryte chmurami. Zmniejszyłem wysokość lotu do paru metrów i nad ziemią zmniejszyłem prędkość z widzialnością ziemi i tak zacząłem pokonywać trasę. Miałem alternatywę powrotu do Salonik gdyby lot był niemożliwy. Byłem pewny, że przy mało obciążonym śmigłowcu jestem w stanie wykonać zawis i wycofać się z obranej drogi. Lecąc zobaczyłem mały strumyk, który był coraz większy. Logicznie myśląc byłem przekonany, że strumyk zaprowadzi mnie do morza. Tak też było, bo po półgodzinnym locie w takich warunkach znaleźliśmy się nad wodami Morza Jońskiego. Lot nad morzem był już łatwy. Wylądowałem na lotnisku wyspy Korfu. Wyszedłem ze śmigłowca zadowolony a wówczas John podszedł do nas i oświadczył: - „Czesław Never Again”. Pomyślałem, że John przeżył te 30 minut w napięciu. Przypomniałem sobie, że dużo jeździłem motocyklem, a bałem się jeździć na tylnym siedzeniu.

MB: Jesteście już na miejscu, spotykacie się z reżyserem filmu Johnem Glenem oraz aktorem Rogerem Moorem … jaka jest reakcja na Was i na Wasz śmigłowiec?

CD: Następnego dnia, a był to już 12 październik, poleciałem z kierownictwem ekipy filmowej na rekonesans okolic Meteorów. Lot zakończył się lądowaniem na lodowisku przygodnym przy Hotelu wynajętym dla filmowców. W tym dniu ekipa filmowa przemieszczała się autokarami z wyspy Korfu do hotelu w pobliżu Meteorów. Po południu przybył autokar z którego wysiadł Roger Moore i idąc do hotelu odezwał się do reżysera: - „Jak wygląda twój śmigłowiec”. Widać było, że zaciekawienie śmigłowcem z za żelaznej kurtyny było powszechne. Po przybyciu ekipy filmowej z Korfu odbyła się odprawa gdzie na wstępie usłyszałem pytanie reżysera: - „czy widz pozna, że jest to śmigłowiec wschodni?”. Odpowiedź zebranych była twierdząca. Reżyserowi chodziło o autentyzm przekazu w filmie. Według scenariusza spotkanie agentów, to jest Jamesa Bonda z Gogolem na szczycie pasma meteory, mogło być zrealizowane tylko przy pomocy śmigłowca, a najlepiej przy pomocy śmigłowca wschodniego.

Czesław Dyzma przy śmigłowcu SP-SAP ( For your Eyes Only )Czesław Dyzma przy śmigłowcu SP-SAP (Foto: Stanisław Porębski) - Zdjęcie pochodzi z prywatnego archiwum Czesława Dyzmy

Czesław Dyzma i Stanisław Porębski przy śmigłowcu Gazelle ( For your Eyes Only )Czesław Dyzma i Stanisław Porębski przy śmigłowcu Gazelle HB-XIL pilotowanym przez Marc Wolff (Foto: Autor nieznany) - Zdjęcie pochodzi z prywatnego archiwum Czesława Dyzmy

MB: Wszystkich pewnie interesuje jak doszło do zmiany znaków rejestracyjnych SP-SAP. Krążą wokół tego różne legendy.

CD: Podczas odprawy oświadczyłem, że nakazano mi aby znaki rejestracyjne i znaki firmy były zmienione przed zdjęciami. Wywołało to ogólne zdziwienie. Znaki SP-SAP zostały zmienione na 8P-8AP. Pomyślałem wówczas, że nakaz kamuflażu znaków na śmigłowcu był bez sensu. Postanowiłem więc, że znak PZL pozostanie bez zmiany.

Model śmigłowca Mi-2 w malowaniu PZL Świdnik ze znakami 8P-8APModel śmigłowca Mi-2 w malowaniu PZL Świdnik ze znakami 8P-8AP

MB: Czy byliście jedyną lotniczą ekipą na planie filmu „Tylko dla twoich oczu”?

CD: Do filmowania ujęć śmigłowca Mi-2 w locie był drugi śmigłowiec Gazelle ze znakami HB-XIL. Pilotował go Marc Wolff.

MB: Czym zajmowaliście się na planie filmu poza, oczywiście, lataniem? Jak często mieliście do czynienia z główną obsadą filmu?

CD: Dni pracy wypełnione były lotami, a w większości oczekiwaniem przy śmigłowcu na sygnał do lotu. Obserwując pracę ekipy filmowej miałem okazję podziwiać sprawność organizowania tej pracy. Każdego ranka była podrzucana kartka ze szczegółowym planem dla każdego członka ekipy. Po zapoznaniu się z planem działania udałem się na pierwsze śniadanie. W sali większość miejsc była zajęta. Ja byłem jeszcze pod wrażeniem sytuacji w kraju jak i pod wrażeniem trudów przelotu do wyspy Korfu. Chciałem być niezauważony przez obecnych na sali. Zająłem miejsce gdzieś pod ścianą . W tym momencie zauważyłem, że wstał Roger Moore i patrząc w moim kierunku ukłonił się. Obejrzałem się do tyłu w nadziei, że ktoś tam jest do kogo kłaniała się gwiazda. Za mną było jednak pusto. Poczułem się nieswojo. Wówczas wstał towarzysz gwiazdora i również kłaniał się w moim kierunku. Zrobiło mi się głupio bo było jasne, że popełniłem gafę. Wstałem skruszony i ukłoniłem się. Wyobraziłem sobie, że obecni na sali widzieli w mojej osobie aroganta zza Żelaznej kurtyny. Było jednak inaczej. Po śniadaniu zgodnie z planem każdy zajął swoje miejsce. Obiad zorganizowano bardzo sprawnie. Pod szczyt gdzie robiono zdjęcia podjechał wóz restauracyjny gdzie wydawano obiady. Po zjedzeniu każdy wracał na swoje miejsce.

MB: Czy miał Pan okazję poznać osobiście Topola?

CD: Tak. Podczas przerwy obiadowej on podszedł do mnie. Interesował go przelot śmigłowcem do Aten. Topol powiedział mi, że urodził się w Kaliszu i wyrecytował mi po polsku wierszyk z lat dziecięcych: - „pucu pucu, chlastu chlastu, nie mam rączek jedenastu”. Tyle tylko usłyszałem polszczyzny z jego strony.

MB: Czas na planie upływał pewnie szybko. Jak się to wszystko zakończyło?

CD: W niedzielę wolną od pracy cała ekipa udała się do pobliskiego miasteczka Kalambaki. Tam w restauracji do naszego stolika przy którym był John, ja i Porębski, kelner przyniósł szampana od Rogera Moora. Wypiliśmy więc za jego zdrowie. Po zakończeniu pracy nad filmem wydano przyjęcie na którym podano między innymi grecki alkohol „Ouzo”. Po wypiciu którego John odrzekł: - „Czesław Never Again”. W dniu następnym robione były jeszcze dodatkowe zdjęcia śmigłowca Mi-2 w locie na tle szczytów górskich Meteory. Zdjęcia były robione z drugiego śmigłowca.

MB: Czy powrót do Polski był równie emocjonujący jak podróż do Grecji? Czy udział w filmie przyniósł jakieś inne korzyści dla zakładu oprócz dewiz za udział w filmie?

CD: W drodze powrotnej przewoziliśmy aparaturę filmowców do Salonik. W Salonikach zatrzymaliśmy się na nocleg, a następnego dnia wróciliśmy do Polski . 29 października wylądowaliśmy w Świdniku. John planował umieścić remont swoich śmigłowców w Polsce. Do współpracy jednak nie doszło.

Czesław Dyzma w śmigłowcu Mi-2 w zakładach PZL Świdnik podczas nagrania materiału - Foto: Magdalena JaroszCzesław Dyzma w śmigłowcu Mi-2 w zakładach PZL Świdnik podczas nagrania materiału - Foto: Magdalena Jarosz

Czesław Dyzma w śmigłowcu Mi-2 w zakładach PZL Świdnik podczas nagrania materiału - Foto: Magdalena JaroszCzesław Dyzma w śmigłowcu Mi-2 w zakładach PZL Świdnik podczas nagrania materiału - Foto: Magdalena Jarosz

Czesław Dyzma w śmigłowcu Mi-2 w zakładach PZL Świdnik podczas nagrania materiału - Foto: Magdalena JaroszCzesław Dyzma w śmigłowcu Mi-2 w zakładach PZL Świdnik podczas nagrania materiału - Foto: Magdalena Jarosz

Podziękowania dla Pana Czesława Dyzmy za spotkanie i rozmowę.
Dziękujemy za pomoc w realizacji materiału Pani Rzecznik PZL Świdnik - Martynie Gawryluk oraz Pani Magdalenie Jarosz za opiekę i sesję zdjęciową "Behind Of".
Szczególne podziękowania dla Pani Justyny Kowalczyk ze Strefy Historii MOK Świdnik.
... i na koniec podziękowania dla Pana Andrzeja Śliwy, pilota TOPR, za pomoc w skontaktowaniu się z Panem Czesławem Dyzmą.

Aviation24.pl/Mariusz Barszcz

Czytany 6085 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 29 listopad 2018 12:57

Artykuły powiązane