piątek, 12 lipiec 2019 17:52

Zapomniani lotnicy, zapomniane historie - Aleksander Danielak.

Napisane przez Piotr Rapiński
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Starsze zdjęcie Danielaka z czasów służby w LWP. Starsze zdjęcie Danielaka z czasów służby w LWP. Źródło: CAW, domena publiczna. / Z zasobów Piotra Rapińskiego

Aleksander Danielak urodził się 17 marca 1919 r., w Złotonoszy na Ukrainie Naddnieprzańskiej, lub w Wielopolu Skrzyńskim w okręgu połtawskim[1]. Co ciekawe informacja, zgodnie z którą Danielak miał przyjść na świat w Złotonoszy pochodzi z jego życiorysu, napisanego najprawdopodobniej już po wojnie[2]Miejscowość ta w chwili narodzin przyszłego lotnika znajdowała się w granicach ZSRR.

Rodzina Danielaka, prawdopodobnie już wówczas, wyrażała duże zainteresowanie działalnością polityczną. Ojciec Aleksandra, również noszący imię Aleksander[3] prawdopodobnie już w okresie pobytu rodziny na terenie Ukraińskiej Republiki Ludowej (URL) był związany z ruchem komunistycznym. Związki te były jednak bardzo „luźne” gdyż w zeszycie ewidencyjnym młodego Danielaka, w rubryce, dane dotyczące rodziców nie pojawiły się żadne informacje na temat partyjnej działalności Danielaka – seniora. Pozostając przy ojcu lotnika warto wspomnieć, że rodzina po przeprowadzeniu się do Polski zamieszkiwała na terenie Łucka, gdzie „stary” Danielak pracował jako szofer aż do wybuchu wojny. W czasie okupacji sowieckiej został skierowany do pracy w charakterze wagonowego na stacji kolejowej w Kiwercach[4]. Już po zakończeniu wojny został ściągnięty przez syna do Polski. Również dzięki protekcji syna – nawigatora w jednostce lotniczej uzyskał przydziałowe mieszkanie w Warszawie. W tym samym czasie wstąpił (wspólnie z synem) do Polskiej Partii Robotniczej, która następnie przekształciła się w Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą, w wyniku wchłonięcia Polskiej Partii Socjalistycznej. Ojciec lotnika pracował w tym czasie jako magazynier w magazynach należących do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego[5]. Dokumentacja zgromadzona w zbiorach Instytutu Pamięci Narodowej, wskazuje jednak, że Danielak – senior, choćby przez krótki okres czasu mógł być funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa.

Prawdopodobnie jednym z bardziej zaskakujących wątków w krótkim biogramie ojca nawigatora z 2 Pułku Nocnych Bombowców „Kraków” jest kwestia jego powiązania z ruchem komunistycznym, w okresie przedwojennym. Zgodnie z deklaracjami i dość wiarygodnymi dokumentami pochodzącymi z Centralnego Archiwum Wojskowego, „flirt” z komunizmem rozpoczął się dopiero po wojnie lub w trakcie okupacji sowieckiej, gdy stary Danielak postarał się o zatrudnienie swojego syna, powracającego z wojny z Niemcami, w jednej z łuckich spółdzielni. Jest to o tyle zaskakujące, że w PRL-owskiej historiografii, wszyscy autorzy zgodnie wskazywali, że późniejsza, lotnicza kariera Danielaka – juniora została zablokowana przez polskie władze wojskowe, które obawiały się, że komunistyczne sympatie jakimi przyszły lotnik „nasiąkł” w domu rodzinnym doprowadzą do jego ucieczki na wschód. Wydaje się bardzo możliwe, że rodzina Danielaków decyzję o wyjeździe z Ukrainy do Polski podjęła w związku ze śmiercią Aleksandry Danielak, z domu Romanek, matki przyszłego nawigatora[6].

Niestety nie wiadomo kiedy, i w jakich okolicznościach Aleksander Danielak – junior podjął decyzję o wstąpieniu do lotnictwa wojskowego. On sam pisał o tym okresie swojego życia w jednym z wielu życiorysów:

W 1935 r., skończywszy szkołę powszechną w Łucku, wstąpiłem do 1-go pułku lotniczego w Warszawie, gdzie przeszedłem szkolenie strzelców płatowcowych, równocześnie uczęszczałem na wieczorowe kursy doskonalące[7].

Okres służby wojskowej młodego Aleksandra w Warszawie przypadł na lata 1936 – 1939. Był to okres, w którym na wyposażenie wchodzących w skład 1 Pułku Lotniczego Eskadr Niszczycielskich, wchodziły nowe samoloty, które miały zastąpić wysłużone Fokker F.VII. Pierwszym „następcą” Fokkera był lekki bombowiec PZL.23 „Karaś”, który jednak nie mógł spełniać wszystkich zadań jakie stawiano maszynom bombowym. Równocześnie z wprowadzeniem do linii samolotów „Karaś”, dobiegała końca produkcja i testy pierwszych samolotów bombowych PZL.37 „Łoś”. Pierwsza wersja samolotu z pojedynczym statecznikiem pionowym była pod wieloma względami bardzo wadliwa, co zmusiło producenta do opracowania nowego wariantu z podwójnymi sterami kierunku. Ostatecznie PZL.37b uznano za „bardziej udaną” wersję bombowca i skierowano do masowej produkcji. Niestety, zamieszanie związane z odwołaniem gen. Ludomiła Rayskiego ze stanowiska dowódcy lotnictwa polskiego w marcu 1939 r., i przejęcie tej funkcji przez oficera mającego zgoła odmienne podejście do rozwoju i rozbudowy polskiego lotnictwa doprowadziło do wstrzymania prac nad kolejnymi samolotami tego typu, w związku z czym we wrześniu 1939 r. w polskim lotnictwie wojskowym znajdowało się tylko około 40 całkowicie sprawnych samolotów tego typu. Jednocześnie z produkcją na rynek krajowy, trwało przygotowywanie dwóch wersji eksportowych noszących oznaczenia C i D. Podstawową różnicą pomiędzy samolotami produkowanym dla lotnictwa polskiego i odbiorców zagranicznych były zastosowane w wersjach eksportowych silniki Gnôme-Rhône 14N01, w wersji C, i Gnôme-Rhône 14NO 20/21 w wersji D.

Po zakończeniu szkolenia na strzelca płatowcowego Danielak – junior został przydzielony do 212 Eskadry Bombowej. Danielak po zakończeniu szkolenia został awansowany do stopnia kaprala i został górnym strzelcem w załodze jednej z maszyn. Wraz z jednostką latem 1939 r., został włączony do Brygady Bombowej. W chwili wybuchu wojny eskadra została przemianowana na 12 Eskadrę Bombową. Jednostka w pierwszym dniu wojny nie wykonała żadnego lotu bojowego, dopiero w kolejnych dniach nastąpiła intensyfikacja działań eskadr wyposażonych w „Łosie”, których bazą wypadową stało się lotnisko polowe w Kucinach. Przez cały dzień 3 września trwały przygotowania samolotów do przeprowadzenia zadań bojowych. Dopiero następnego dnia eskadra rozpoczęła działania bojowe. Jak wspominał jeden z pilotów ostatnie dni przed wybuchem wojny i pierwsze dni po niemieckiej agresji wykorzystywano na zgrywanie skleconych naprędce załóg:

Do 212 Eskadry Bombowej 210 Dywizjonu Bombowego, złożonego z załóg i personelu 1 Pułku Lotniczego w Warszawie, zostałem przydzielony w trybie nagłym, w dniu 28.8.1939 roku, bezpośrednio z kursu pilotażu samolotu PZL-37 Łoś, odbywającego się w Małaszewiczach nad Bugiem – jako starszy sierżant podchorąży. Po odbyciu lotów kontrolnych zostałem przydzielony jako pilot, do załogi samolotu nr. 2 III-go plutonu 212 Eskadry o składzie […]

- samolot PZL-37 Łoś nr. 1 – por. obs. Żukowski Kazimierz – dowódca plutonu,

                                          - sierż. pil. Siwik Józef

                                          - kpr. rtlg. Kramarczyk Władysław

                                          - kpr. rtlg. Stepnowski Aleksander

- samolot PZL-37 Łoś nr. 2 – ppor. obs. Dzik Kazimierz

                                            - ppor. pil. Mazak Feliks

                                            - kpr. rtlg. Gołębiowski Konstanty

                                            - kpr. rtlg. Danielak Aleksander

- samolot PZL-37 Łoś nr. 3 – ppor. obs. Bykowski Mieczysław

                                            - kpr. pil. Kaczmarek Kazimierz

                                            - kpr. rtlg. Gargol Marian

                                            - kpr. rtlg. Zimmerman Lucjan[8].

Co ciekawe załogi były nie tylko dobierane w ostatniej chwili, ale co chyba równie ważne, ze względu na niezakończenie jeszcze prac nad budową samolotów PZL.37b nie dysponowały łącznością radiową z ziemią i innymi samolotami znajdującymi się w powietrzu. Praktycznie nie istniała możliwość ustalenia trasy przelotu i ostrzeżenia własnej artylerii przeciwlotniczej o przelocie własnych bombowców, w związku z czym do „Łosi” strzelały zarówno niemieckie, jak i polskie działa przeciwlotniczej. Cytowany wcześniej Mazak – Żarnowski, wspominał, że np., w dniu 2 września podczas przelotu z lotniska w Ułężu do Kucin samoloty należące do 210 Dywizjonu Bombowego dostały się pod silny aczkolwiek niecelny ogień przeciwlotniczy prowadzony z rejonu miejscowości Pionki, gdzie miała znajdować się fabryka amunicji[9].

Następnego dnia cały dywizjon zajmował się przygotowywaniem sprzętu do kolejnych lotów. Dopiero rankiem następnego dnia zapadła decyzja o przeprowadzeniu bombardowania niemieckich kolumn pancernych poruszających się szosą Częstochowa – Łódź. Polskie bombowce typu „Łoś” nie były zaprojektowane z myślą o podobnych zadaniach, a lądowisko w Kucinach nie bardzo nadawało się do startów obciążonych bombami i paliwem samolotów. Konieczne okazało się zabranie mniejszego ładunku bomb.

4 września 1939 r. Danielak wszedł w skład jednej z trzech załóg, które pod dowództwem por. obs. Kazimierza Żukowskiego otrzymały zadanie zbombardowania niemieckich kolumn pancernych w rejonie Wielunia. Niemcy mieli przewagę w powietrzu i już samo dotarcie do rejonu Wielunia okazało się bardzo trudne. Jak wspominał Mazak – Żarnowski:

Rano dnia 4 września cały 210 Dywizjon startuje na bombardowanie niemieckiej kolumny pancernej, maszerującej od Częstochowy w kierunku Łodzi. Po odprawie dowódców załóg, samolotu startują pojedynczo aby, po zebraniu się plutonami w klucze trój- samolotowe, odlecieć w kierunku szosy Łódź – Częstochowa. Startujący jako pierwszy III-ci pluton 212 Eskadry, w czasie lotu na wysokości 600m, w pobliżu Pabianic nad Ślądkowicami koło Dłutowa, został zaatakowany i w całości zniszczony przez myśliwców niemieckich na samolotach Messerschmitt Me-109. […] Pozostałe samoloty z powodzeniem zbombardowały i rozbiły pancerne oddziały niemieckie posuwające się po szosie Radomsko – Wieluń – Kamieńsk i mimo uszkodzeń wróciły na lotnisko Kuciny, skąd po uzupełnieniu benzyny i bomb ponownie startowały i bombardowały kolumny niemieckie, z wyjątkiem samolotu por. obs. Lekszyckiego – również z 212 Eskadry – uszkodzonego i zmuszonego do lądowania w rejonie wsi Wygiezłowa koło Zelowa.

danielak pilotSamolot wielozadaniowy Po-2 w zbiorach Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. Fot. autor.

danielak pilotRysunek przedstawiający samolot bombowy PZL-37 Łoś. Źródło: Instytut Polski i Muzeum Sikorskiego, domena publiczna.

danielak pilotDwaj nieznani lotnicy przy samolocie Po-2 w Polsce, maj 1948 r. Grójec. Źródło: zbiory autora.

[…] Załoga samolotu nr 1 III-go plutonu […], zginęła w płonącym samolocie na polach Ślądkowic i została pochowana w oddzielnym grobie w reprezentacyjnym miejscu cmentarza w Dłutowie. Do pochowania lotników użyto trzech trumien, w wyniku czego w jednej trumnie umieszczono dwie osoby (kpr. Stepnowskiego znaleziono wciśniętego w ogon samolotu, już po zamówieniu i otrzymaniu 3 trumien);

Załoga samolotu nr 2 III-go plutonu w całości wyszła z walki, a dalsze losy jej członków są następujące:

- por. obs. Dzik Kazimierz – po opatrzeniu w Dłutowie, został ewakuowany poprzez szpitale w Pabianicach, Łodzi, Warszawie, Brześciu nad Bugiem do Wilna. Po ucieczce ze szpitala wojskowego K. Dzik zamieszkał na terenie Wilna, gdzie został w 1940 roku aresztowany przez policję litewką, a następnie przekazany do obozu jenieckiego, gdzie zginął w 1941 roku;

- ppor. pil. Mazak Feliks […] – po opatrzeniu w Dłutowie, został wraz z K. Dzikiem ewakuowany poprzez Pabianice, Warszawę do Wilna, gdzie po umieszczeniu szpitala wojskowego i zmianie nazwiska, przebywał do końca wojny; obecnie mieszka i pracuje w Warszawie;

- kpr. rtlg. Gołębiowski Konstanty – po pomyślnym wylądowaniu na spadochronie wrócił do 212 Eskadry; poprzez Rumunię przedostaje się do Anglii i ginie w 1942 w czasie lotu bojowego;

- st. strz. Danielak Aleksander – po wylądowaniu na spadochronie został przewieziony do szpitala w Łodzi dla wyleczenia nóg, uderzonych przy wyskoku z samolotu; po wyleczeniu przebywa na terenach okupowanych a w 1944 roku wstępuje do Ludowego Wojska Polskiego, w składzie którego bierze udział w walkach o Warszawę, Wał Pomorski i Bieszczady jako nawigator 1 Pułku Bombowców Nocnych; w 1972 roku umiera i zostaje pochowany na Cmentarzu Wojskowym w Warszawie jako podpułkownik WP[10].

W ramach uzupełnienia nad wyraz dokładnej relacji Mazaka – Żarnowieckiego, można tylko stwierdzić, że zestrzelenie polskich bombowców było najprawdopodobniej dziełem pilotów z I./ZG 2, podlegającej sztabowi KG 77[11]. Jak wynika z relacji i wspomnień Danielaka oraz kilku innych lotników biorących udział w zagładzie III Plutonu, polskim strzelcom pokładowym udało się posłać na ziemię co najmniej jeden niemiecki myśliwiec. Prawdopodobnie, były to te same myśliwce, które kilka godzin wcześniej skutecznie ostrzelały lądowisko w Widzewie – Ksawerowie, gdzie stacjonował lwowski III/6 Dywizjon Myśliwski. Jednostka poniosła wówczas ciężkie straty[12] w ludziach i sprzęcie.

Nie ulega wątpliwości, że Danielak mógł mówić o sporym pechu – podczas wyskakiwania z samolotu zawadził nogami o statecznik i został poważnie ranny. Pomimo tego zdołał o własnych siłach dotrzeć do Aleksandrowa Łódzkiego, jednakże na lądowisku w Kucinach nie zastał żądnego śladu własnej jednostki. Następnie ranny strzelec dołączył do wycofujących się w stronę Warszawy oddziałów i po kilku dniach zameldował się w komendzie miasta, gdzie włączono go w skład Lotniczego Oddziału Szturmowego. Była to powołana ad hoc jednostka złożona ze znajdujących się na terenie Warszawy lotników, dla których zabrakło samolotów. Wykorzystano ją w walkach ulicznych. Podobno po dotarciu do Warszawy w dniu 8 września, Danielak objął dowodzenie nad jednym z plutonów[13]. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne. Danielak był młodym żołnierzem, w dodatku nadal odczuwał skutki skoku ze spadochronem, podczas którego został ranny w nogi. Kolejną ranę odniósł podczas walk w Warszawie, w dniu 27 września podczas walk na Woli[14].

Rannego skierowano następnie do szpitala Ujazdowskiego, w którym Danielak przebywał do grudnia. Wówczas, jako inwalida wojenny został zwolniony do domu[15].

Różnymi drogami, przedostał się do rodzinnego Łucka, które po 17 września znalazło sią na terenie okupowanym przez Sowietów. Znalezienie się na terenach kontrolowanych przez Armię Czerwoną nie oznaczało bynajmniej końca kłopotów. Danielak jako żołnierz lotnictwa mógł zostać uznany za „wroga ludu”, ukrywającego się oficera lub zostać aresztowany „profilaktycznie”, bez żadnego widocznego powodu. Tymczasem jego losy pod sowiecką okupacją zaczęły się układać w zgoła nieoczekiwany sposób – Danielak nie tylko nie został aresztowany, ale został uznany za inwalidę wojennego, i z tego tytułu otrzymał pracę w Spółdzielni „Trudownik”, gdzie pracował jako buchalter. Na stanowisku tym bez większych trudności utrzymał się, aż do wybuchu wojny sowiecko – niemieckiej, nie podejmował również żadnych prób przedostania się na zachód, wejścia w skład polskiej konspiracji – trudno powiedzieć, dlaczego były żołnierz 1 Pułku Lotniczego w Warszawie wykazywał aż tak daleko idącą obojętność wobec nowej władzy – czy decydująca okazała się przegrana wojna, czy też kwestia poglądów politycznych obecnych w rodzinie Danielaków przeważyła? Trudno powiedzieć, wydaje się jednak, że związki Danielaków z komunizmem były znacznie bliższe niż można by oczekiwać.

Spore wątpliwości budzi natomiast dokładna data powrotu lotnika w rodzinne strony. Według jednego z zeznań świadków, dotyczących działalności Danielaka – juniora w okresie poprzedzającym wybuch wojny niemiecko – radzieckiej, już w listopadzie 1939 r. przebywał w Nowych Dubiszczach na terenie województwa wołyńskiego, gdzie przechodził rekonwalescencję. Pracę zarobkową w Spółdzielni Inwalidów „Trudownik” w Rożyszcze miał rozpocząć dopiero… w lutym 1940 r., zaś na stanowisku utrzymał się aż do 22 czerwca 1941 r. następnie rozpoczął pracę w przetwórni wełny, znajdującej się w położonej niedaleko Rożyszcza miejscowości Wielopole, jako księgowy[16].

Nie ulega natomiast wątpliwości, że poza sukcesami w życiu zawodowym, młodemu Danielakowi zaczęło się powodzić także w życiu prywatnym. Po powrocie do Łucka Aleksander – junior wstąpił w związek małżeński ze Stefanią Śliwą. Następnie od listopada 1939 r. zamieszkał razem z jej bratem Eugeniuszem[17]. Trudno powiedzieć jak układały się stosunki w rodzinie założonej przez młodego Aleksandra. Wiadomo, że wkrótce po ślubie na świat przyszedł pierwszy syn lotnika Edward, który urodził się już podczas niemieckiej okupacji, w 1942 r. W listopadzie 1943 r. na świat przyszedł kolejny syn – Bogusław.

Trudno powiedzieć, jak toczyły się losy Aleksandra w okresie okupacji niemieckiej. Jest prawie pewne, że nie należał do żadnej organizacji konspiracyjnej, i nie angażował się po stronie partyzantów sowieckich, a tym bardziej polskich działających na zapleczu frontu wschodniego. Trudno powiedzieć, z czego wynikała taka niechęć do służby wojskowej, najbardziej realnym wyjaśnieniem wydaje się stan zdrowia Danielaka. Można jednak również przypuszczać, że uznawany za inwalidę wojennego Danielak nie chwalił się swoimi wojennymi dokonaniami i starał się utrzymywać kontakty tylko z dość ograniczoną grupą znajomych. Sytuacja niewątpliwie uległa zmianie po wyzwoleniu okolic Łucka przez oddziały Armii Czerwonej.

Wówczas Danielak bardzo szybko zgłosił się do służby w Wojsku Polskim. Motywy jego decyzji pozostają nieznane. Możliwe, że powodem podęcia takiej decyzji było kalectwo Danielaka. Były strzelec pokładowy mógł nie chcieć ponownie zakładać munduru, ewentualnie liczył, że otrzyma wygodne stanowisko gdzieś na tyłach. Tymczasem okazało się, że jego dawna służba w lotnictwie wzbudziła spore zainteresowanie komisji rekrutacyjnej w Sumach. Ludowe lotnictwo polskie tworzone „na surowym korzeniu” potrzebowało dużej ilości doświadczonych rekrutów – w przypadku Danielaka okazało się, że potrzebni są nawet nie do końca sprawni kadeci. Danielak został uznany przez komisję lekarską za zdolnego służby w powietrzu i skierowany do Grigoriewskoje, gdzie rozpoczęto formowanie kolejnej jednostki „ludowego” lotnictwa – 2 Pułku Nocnych Bombowców „Kraków”.

Danielaka uznano za zdolnego do służby w charakterze nawigatora. Podczas lotu bojowego, jego obowiązki polegały na obsłudze tylnego karabinu maszynowego, osłaniającego tylną półsferę samolotu, zwalnianiu ładunku bomb, a także wykreślaniu i przestrzeganiu lotu po opracowanym wcześniej kursie. Nawigatorzy musieli ponadto zaznaczać na mapie wszystkie stanowiska artylerii przeciwlotniczej i reflektorów, które stanowiły spore zagrożenie dla nadlatujących załóg. Niestety, o szkoleniu lotniczym Danielaka w Grigoriewskoje wiadomo niewiele, lub zgoła nic.

Można jedynie stwierdzić, że został zwerbowany do służby w „ludowym” Wojsku Polskim w Sumach, następnie szybko uznano go za jednego z nielicznych rekrutów którzy faktycznie przed wojną odbywali służbę w lotnictwie wojskowym, w związku z czym natychmiast dołączono go do niewielkiej grupy, którą podczas werbunku w Sumach zdecydowano się przekazać do wojsk lotniczych. Danielak miał przy tej okazji sporo szczęścia, gdyż trafił do grona poborowych, których od razu skierowano na szkolenie do formowanej od podstaw jednostki lotniczej – 2 PNB „Kraków”. Inni powołani pod broń w Sumach mieli mniej szczęścia, i w większości trafili do sowieckich szkół lotniczych, gdzie pomimo trwającej wojny przeszli dość dogłębne przeszkolenie[18]. W szkołach lotniczych na terenie ZSRR Polaków traktowano dość przyjaźnie, jednakże warunki szkolenia były bardzo trudne, nie tylko ze względu na problemy językowe (przyszli lotnicy musieli przyswoić sobie dość trudne techniczne określenia), ale również ze względu na warunki atmosferyczne, różnicę klimatu i wiele innych kwestii[19].

Szkolenie drugiego pułku odbywające się w Grigoriewskoje miało podobny przebieg, jak w przypadku 1 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego „Warszawa”. Zajęcia teoretyczne odbywały się równolegle ze szkoleniem w powietrzu, i w całości było prowadzone przez sowiecki personel latający. Rosjanie pełnili funkcje instruktorów, mechaników i techników uzbrojenia w jednostce przez cały okres jej istnienia aż do zakończenia wojny i przekształcenia 2 PNB „Kraków” w jednostkę lotnictwa szturmowego. Możliwe, że radziecki personel podobnie jak podczas szkolenia 1 PLM pozwalał sobie na drobne „uszczypliwości” pod adresem żydowskich rekrutów. Trudno natomiast choćby domniemywać jak przebiegało szkolenie Danielaka w Grigorewskoje.

Nieco więcej można powiedzieć o jego udziale w działaniach bojowych pułku, które rozpoczęły się na przełomie sierpnia i września 1944 r. w rejonie Warszawy. Jednocześnie należy od razu doprecyzować, że pierwsze zadanie bojowe miało zostać wykonane przez 2 PNB „Kraków” jeszcze w sierpniu, ale ze względu na trudne warunki atmosferyczne samoloty Po-2, zdecydowano się po raz pierwszy wykorzystać bojowo dopiero pod koniec pierwszej połowy września.

W tym okresie najważniejszym zadaniem „ludowego” lotnictwa polskiego stało się przyjście z pomocą Powstaniu Warszawskiemu. Działania te były od samego początku zaangażowania jednostek lotniczych sformowanych na terenie ZSRR dość ograniczone, ze względu na niewielki udźwig samolotów Po-2, brak spadochronów pozwalających na lepsze zabezpieczenie ładunków, oraz trudne warunki nawigacyjne panujące w ogarniętym powstaniem mieście. Pomimo tego w zrzutach broni, amunicji i żywności dla powstańców wzięły udział nie tylko jednostki „ludowego” WP, ale także oddziały radzieckie, wchodzące w skład 9 Dywizji Nocnych Bombowców, oraz 103 Samodzielna Eskadra Lotnictwa Łącznikowego, obsadzona głównie przez personel rosyjskojęzyczny.

Danielak od samego początku pobytu pułku na froncie został uznany za zdolnego oficera, który nadawał się do wykonywania lotów bojowych. Już w pierwszym okresie lotów z pomocą dla powstania został wezwany do sztabu pułku, razem z Jerzym Nieciengiewiczem. Na miejscu obu Polaków poinformowano o trwającym od ponad miesiącu powstaniu w Warszawie[20]. Wiadomość wywołała duże zaskoczenie u obu lotników – choć może się to wydawać dziwne lub niezrozumiałe współczesnemu czytelnikowi, to jednak personel 2 Pułku był w znacznie lepiej izolowany od kontaktów z miejscową ludnością polską. W Woli Rowskiej gdzie znajdowały się kwatery i polowe lotnisko jednostki, w czasie postoju pułku nie było żadnych miejscowych, którzy zostali usunięci ze swoich domów. Podobnie wyglądała sytuacja właścicieli folwarku. Ci, prawdopodobnie na wieść o zbliżaniu się Armii Czerwonej do Warszawy, uciekli na zachód, lub wyjechali do rodziny, chcąc uniknąć oskarżeń o współpracę z Niemcami lub przymusowego wysiedlenia z własnej ziemi. W 2 Pułku panowały zresztą dziwne zwyczaje, a ograniczanie kontaktów z ludnością cywilną nie było jedynym zaskoczeniem. Dowódca jednostki, mjr. Worobiow był wielokrotnie krytykowany przez przełożonych za brak poszanowania dla dyscypliny wojskowej, niepełne wykorzystanie udźwigu samolotów Po-2 będących na wyposażeniu jednostki, a także tuszowanie wypadków lotniczych, które miały miejsce w pułku[21].

Pierwsze loty bojowe Aleksander Danielak wykonał jako nawigator we wrześniu 1944 r., z pomocą dla powstania warszawskiego. Powstanie w Warszawie było od samego początku uznawane przez władze polskiego podziemia za akt polityczny. Władzom Armii Krajowej, w tym także generałowi Tadeuszowi „Borowi” Komorowskiemu chodziło o to by oddziały powstańcze wystąpiły jako gospodarze stolicy. Powstańcy mieli powitać wkraczające do Warszawy jednostki Armii Czerwonej i „ludowego” WP jako przedstawiciele jedynego legalnego rządu. Niestety, koncepcja ta była pod wieloma względami nierealna. Po pierwsze – dowództwo AK musiało zdawać sobie sprawę z faktu, iż inne oddziały AK przystępujące do działań bojowych w ramach Akcji „Burza” już wcześniej zostały rozbite i rozbrojone przez Armię Czerwoną i NKWD. Pomimo tego zdecydowano się zaryzykować rozbicie i zniszczenie działającej na terenie Warszawy struktur konspiracyjnych. Kolejnym poważnym problemem, z którym musieli zmierzyć się przywódcy powstania był brak broni i amunicji. Znaczna część zakonspirowanych magazynów uzbrojenia znajdujących się na terenie Warszawy już wcześniej wpadła w ręce Niemców. Inne zostały zlikwidowane w celu wzmocnienia oddziałów AK działających na terenie kresów wschodnich, gdzie skierowano znaczne ilości broni i amunicji. Problemu uzbrojenia nie mogły rozwiązać zrzuty wykonywane przez polskie załogi działające we Włoszech i to pomimo wielkiego zaangażowania pilotów 1586 Eskadry Specjalnego Przeznaczenia[22], zrzuty dla Warszawy stanowiły jedynie kroplę w morzu potrzeb. Co gorsza próba wykorzystania do akcji zrzutowej amerykańskich ciężkich bombowców spełzła na niczym. Wynikało to z kilku powodów. Po pierwsze – ze względu na fakt, iż była to jednorazowa akcja, co jest przypisane brakowi zgody Stalina na wykorzystanie sowieckich baz lotniczych przez powracające ze zrzutów załogi, a także ze względu na to, iż zrzuty były dokonywane z dość dużego pułapu, przez co część zasobników została zniesiona przez wiatr nad stanowiska zajmowane przez oddziały niemieckie. Pomoc dla powstania ze strony alianckiego lotnictwa była zresztą od samego początku przyznawana bardzo niechętnie i nad wyraz ograniczonym stopniu.

W tej sytuacji, w dniu 1 sierpnia 1944 r. Polacy przystąpili do walki nie tylko bez broni i amunicji, ale także bez poparcia politycznego; rząd londyński po wkroczeniu oddziałów Armii Czerwonej i „ludowego” WP na Lubelszczyznę miał bardzo poważną konkurencję w postaci kontrolowanego przez Sowietów Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Nim jednostki wojskowe podlegające zwierzchnictwu komunistów zbliżyły się do Warszawy i zajęły miejsca na praskim brzegu Wisły sytuacja powstańców stała się de facto tragiczna. Oddziałom powstańczym nie tylko nie udało się zablokować przerzutu wojsk niemieckich z wschodniego na zachodni brzeg, ale także opanować kluczowych punktów na terenie miasta. Pomimo fiaska pierwotnych planów dowództwa powstania, gen. Bór – Komorowski nie zdecydował się choćby na podjęcie próby oderwania oddziałów powstańczych od Niemców i wyprowadzenia ich do otaczających Warszawę kompleksów leśnych.

Próby dostarczania pomocy powstańcom od samego początku były skazane na niepowodzenie. Nie inaczej było w przypadku działań podejmowanych przez jednostki sowieckiego lotnictwa nocnego i polski 2 PNB „Kraków”. Samoloty Po-2 miały niewielki udźwig, ponadto dowództwo sowieckie odpowiadające za zabezpieczenie materiałowe działań sowieckiej 9 Dywizji Nocnych Bombowców i polskiej 4 Mieszanej Dywizji Lotniczej, nie dostarczyły odpowiedniej ilości spadochronów, które powinny być wykorzystywane do zrzucania zasobników. Z tego też powodu konieczne okazało się wykonywać zrzutów zaopatrzenia z niższego pułapu, co stanowiło dodatkowe zagrożenie dla załóg. Co gorsza w przypadku, gdy zasobnik z bronią i amunicją uderzał o ziemię często dochodziło do uszkodzenia pistoletów maszynowych, a także amunicji. Większy pożytek powstańcy mieli z dostaw żywności – puszki nawet po zrzuceniu ich z dużego pułapu można było wykorzystać, podobnie pieczywo. Sam Danielak należał do grona lotników, którzy o działalności pułku w okresie powstania mieli bardzo pozytywną opinię[23]:

Pierwsze działania bojowe naszego pułku związane są z Warszawą, a szczególnie z okresem, gdy powstańcy stolicy zmagali się z przeważającymi siłami faszystów. Powstańcy odczuwali brak amunicji, uzbrojenia i żywności. Zdradzeni przez Bora – Komorowskiego i jego klikę powstańcy kontynuowali jednak walkę. W tych to warunkach 2 pułk lekkich bombowców „Kraków” otrzymał zadanie udzielania powstańcom pomocy drogą zrzutów z powietrza. Dzięki nawiązaniu łączności z niektórymi oddziałami powstańców, jak na przykład na Żoliborzu, w rejonie placu Trzech Krzyży i na Powiślu, lotnicy nasi znali rejony zajęte przez powstańców i punkty przeznaczone na zrzuty.

Punkty te były oznaczone umówionymi sygnałami świetlnymi, takimi jak na przykład ogniska w kształcie trójkąta. Zrzutów dokonywano przeważnie z małej wysokości 50 – 80 m, co zwiększało ich celność.

Gdy wspominam ten okres działań bojowych, przed oczyma rysuje mi się obraz Warszawy, którego nigdy nie zapomnę. Warszawa płonęła i widzieć ją można było nocą z odległości 100 km. W powietrzu unosiła się dusząca woń spalenizny. Bardzo współczuliśmy wówczas powstańcom, a serca nasze przepełniała nienawiść do hitlerowskich faszystów.

Nie poprzestano jednak wyłącznie na wykonywaniu zrzutów. 2 pułk „Kraków” niszczył i nękał hitlerowców. Dokonaliśmy wielu nalotów na stanowiska faszystowskiej artylerii na Ochocie, Mokotowie i Okęciu, wspieraliśmy z powietrza nocne natarcia naszej piechoty w kierunku Modlina[24].

Pozostając przy pierwszym locie bojowym Danielaka w pułku „Kraków” warto wspomnieć, że zadanie wykonano w nocy z 13 na 14 września 1944 r. Załoga wystartowała z lotniska w Woli Rowskiej już po północy. Lotnicy skierowali się na trasę Garwolin – Warszawa, następnie minęli Otwock i po zredukowaniu obrotów lotem ślizgowym zaczęli zbliżać się do Warszawy. Przez cały czas w powietrzu, obu lotnikom towarzyszył zapach spalenizny i gęste kłęby dymu. Nad Wisłą załoga przeleciała na pułapie około 400 metrów, następnie skierowała się w stronę placu Trzech Krzyży, gdzie Danielak miał dostrzec trójkąt z ognisk. Następnie załoga wykonała zakręt nad skrzyżowaniem al. Jerozolimskich i ul. Marszałkowskiej, co umożliwiło Po-2 dotarcie nad plac i wykonanie zrzutu. Przez cały czas maszyna wytracała wysokość, tak, że podczas zrzutu worków z zaopatrzeniem Po-2 leciał na wysokości ok. 50 m. Po zrzuceniu ładunku nawigator dostrzegł jeszcze ludzi biegnących by przejąć ładunek. Ogółem Danielak wykonał 63 loty ze zrzutami broni, amunicji i żywności dla powstańców warszawskich[25]. Loty bojowe w rejonie Warszawy były prowadzone w dość ograniczonym zakresie również po upadku powstania. W październiku i listopadzie 1944 r. 2 PNB „Kraków” przeprowadził niewielką ilość lotów bojowych w rejonie Jabłonny, wspierając w ten sposób działania 1 Armii Wojska Polskiego. Niestety, dokładne odtworzenie składu załóg wykonujących wówczas loty bojowe jest niemożliwe, w oparciu o zachowane materiały archiwalne, wiadomo jednak, że swoje pierwsze loty Danielak wykonywał w załodze z Rosjaninem, chor. pil Borysem Gawryłowem[26]. Danielak wspominał jedno z zadań wykonanych w tym okresie w następujący sposób:

Był grudzień 1944 roku. Linia frontu przebiegała wzdłuż Bugu. Hitlerowcy bronili się na prawnym brzegu rzeki. Rozpoznanie wskazywało, że w miejscowości Pokrzywnica hitlerowcy rozlokowali stanowiska artylerii, czołgów oraz sztaby i węzły łączności radiowej. Zadaniem 2 pułku bombowców nocnych było niszczyć i nękać nieprzyjaciela w rejonie Pokrzywnicy. W tym celu wybrano na lotnisko teren w miejscowości Zatory. Warunki meteorologiczne sprzyjały wykonaniu postanowionego zadania. Samoloty jeden za drugim startowały na zadanie. Czas lotu do celu i z powrotem trwał do 20 min. Szczególnie trudne zadanie musiał wykonać w tych warunkach personel techniczny. Każda załoga chciała jak najkrócej przetrzymywać samolot na ziemi, aby więcej bomb zrzucić na nieprzyjaciela.

Stosując zapory ogniowe hitlerowcy „odgryzali się” jak mogli. Duża intensywność działań bojowych wymagała sprężystego kierowania lotami oraz dużej spostrzegawczości załóg w powietrzu. W ciemnościach nocy trzeba było bacznie obserwować przestrzeń, aby uniknąć zderzenia się z sąsiadami. Jako przykład przytoczę następujące zdarzenie. Nasz samolot znajdował się na kursie bojowym. Jeszcze kilka sekund dzieliło mnie od momentu pociągnięcia za gałki linek zwalniających ładunek bojowy (bomby odłamkowe małego kalibru), gdy nagle zauważyłem we wzierniku, że cel jest czymś przysłonięty. Byłem w pierwszej chwili przekonany, że w wyniku uszkodzenia skrzydła przez pociski strzęp pokrycia zasłonił mi wziernik. Aby lepiej rozejrzeć się, wychyliłem się z kabiny i dosłownie 2-3 metry pod naszym samolotem zobaczyłem drugi „kukuruźnik”. Chwyciłem za drążek sterowy w swojej kabinie mocno go podtrzymując w położeniu neutralnym i powiadomiłem pilota o sytuacji. Kiedy samolot nasz „oddzielił” się od przygodnego sąsiada, westchnąłem z ulgą. O mały włos poczęstowałbym lecącego niżej kolegę potężnym ładunkiem bomb[27].

Działania bojowe jednostki zostały wznowione przy okazji ofensywy styczniowej, Armii Czerwonej. W ciągu kilku dni od rozpoczęcia operacji zaczepnych stało się jasne, że konieczne jest przesunięcie pułku na lotnisko położone bliżej linii frontu, najpierw do Sannik, a następnie do Bydgoszczy. W tym okresie Danielak, wspólnie z innym lotnikiem 2 PNB „Kraków” Jerzym Nieciengiewiczem utworzyli jedyną, całkowicie polską załogę w pułku. Wraz z Nieciengiewiczem obaj lotnicy wzięli udział min., w walkach na Pomorzu, których kulminacją był udział pułku w walkach o Kołobrzeg. Miał wówczas miejsce dość nieprzyjemny wypadek, który mógł zakończyć żywot Danielaka i Nieciengiewicza. Podczas nalotu na Kołobrzeg, pomimo wielu zabiegów załodze nie udało się pozbyć ostatniej bomby, która zaklinowała się w zaczepach. Lotnicy zdecydowali wrócić na własne lotnisko i podjąć próbę lądowania z niebezpiecznym ładunkiem. Niestety, podczas wchodzenia na kurs bojowy nad Kołobrzegiem Danielaka utracił orientację w powietrzu:

Jak już wspomniałem, za wyjściowy punkt powrotny trasy miało mi służyć ognisko pożarów. Nie wziąłem jednak pod uwagę, że w warunkach działań bojowych nie można opierać swych obliczeń na tego rodzaju punktach orientacyjnych, ponieważ w stosunkowo krótkim czasie powstać może dość pokaźna ilość pożarów, w rezultacie czego trudno będzie ustalić, który jest właściwy. Tak też i mnie się przytrafiło. Nie ryzykując ponownego zbliżenia się w rejon celu, aby nie wkroczyć w strefę zasięgu ognia artylerii, postanowiłem „na oko” wziąć kurs na przypuszczalny punkt wyjściowy trasy powrotnej, którym miało być zaobserwowane wcześniej ognisko pożarów. Przyjąłem pierwsze lepsze za właściwe dokonując obliczeń na nawigowanie samolotu na własne lotnisko. Po przebycie na powrotnej trasie około 30 min. poczułem się niepewnie. Zaczęło mi się wydawać, że lecimy nad obcym terenem. Podzieliłem się tą uwagą z pilotem. Ten potwierdził moje przypuszczenie. Pogoda zaczęła się psuć, widzialność malała, mimo to powinniśmy już zauważyć światła reflektora przylotniskowego. Nagle na prawo od osi lotu naszego samolotu raz, drugi i trzeci błysnęło światło reflektora, z początku nikłe, niepewne, wystarczająco jednak widoczne. Oceniliśmy, że to zapewne nasz przylotniskowy reflektor. Poprawiłem kurs. Bacznie śledziliśmy światła reflektora w obawie, by przypadkiem nie było to złudzeniem. Wkrótce znaleźliśmy się nad lotniskiem. Rozmieszczenie startu i otoczenie zupełnie nie przypominały naszego lotniska, postanowiliśmy jednak lądować. Gdy pilot wprowadził samolot na kurs lądowania, odezwały się ckm-y. Było to bowiem lotnisko faszystów. Sądzili zapewne, że chcemy i tym razem ich przechytrzyć i udajemy, że lądujemy, a w ostatniej chwili zrzucimy im na kark „przyjemny” ładunek. Nie wytrzymali więc nerwowo i woleli nas odstraszyć. Pilot dał gaz i szczęśliwie umknęliśmy faszystom. Lecieliśmy na resztkach benzyny i trzeba było szybko znaleźć miejsce do lądowania[28].

Nieudana próba lądowania na niemieckim lotnisku było jednak dopiero początkiem problemów załogi. Pilot i nawigator zostali zmuszeni do lądowania w przygodnym terenie, na szczęście, był to obszar kontrolowany przez własne wojska. Niestety podczas lądowania Danielak odniósł lekkie obrażenia. Uszkodzeniu uległ również samolot, który na szczęście nie eksplodował przy lądowaniu. Przez kilka kolejnych dni Danielak pozostawał w miejscu awaryjnego lądowania oczekując na sprowadzenie pomocy. Gdy ta w końcu dotarła okazało się, że uszkodzony został tylko przewód paliwowy. Obaj lotnicy szczęśliwie wrócili do jednostki, która nie wykonywała więcej zadań podczas walk na Pomorzu. 2 Pułk powrócił do działań bojowych dopiero podczas walk o Berlin.

Koniec wojny nie oznaczał bynajmniej końca działań bojowych. Aleksander Danielak został włączony jako nawigator do niewielkiej grupy lotników pochodzących z różnych jednostek, których zadanie polegało na zapewnieniu wsparcia oddziałom 2 Armii Wojska Polskiego i Milicji Obywatelskiej. Wcześniej jednak opuścił 2 PNB „Kraków”, który po zakończeniu wojny rozpoczął przezbrajanie się na samoloty szturmowe Ił-2. Nowym przydziałem Danielaka był 17 Zapasowy Pułk Lotniczy, a następnie 2 Pułk Lotnictwa Łącznikowego[29]. Dopiero potem weterana walk o Berlin skierowano w Bieszczady.

Walki z Ukraińską Powstańczą Armią były w zasadzie ostatnią okazją do wykorzystania samolotów Po-2 w walce. Teoretycznie słabiej wyposażony i gorzej uzbrojony przeciwnik był jednak w stanie skutecznie zagrozić polskim samolotom – ukraińscy partyzanci wdrapywali się na wysokie drzewa skąd prowadzili ogień z karabinów maszynowych. Trudno dyskutować na temat skuteczności tego rodzaju działań, ale wydaje się, że co najmniej kilka samolotów wykorzystywanych do zwalczania band zostało zestrzelonych lub uszkodzonych ogniem z ziemi[30]. Podczas działań na terenie Bieszczadów Danielakowi sprzyjało szczęście. Jego samolot nie został poważnie uszkodzony, zaś sam Danielak po zakończeniu swojego udziału w walkach z „reakcyjnym podziemiem” został skierowany na dodatkowe szkolenia do Związku Radzieckiego.

Równocześnie ze studiami na Akademii Lotniczej w ZSRR Danielak odbywał służbę wojskową w Polsce. W tym czasie otrzymywał także awanse – najpierw do stopnia porucznika, następnie zaś do stopnia kapitana. Dopiero w 1951 r., po prawie czterech latach został awansowany do stopnia majora[31]. W ramach szkolenia w radzieckiej Akademii Danielaka skierowano na praktyki do 7 Pułku Bombowców Nurkujących. Danielak odbywał praktyki na przełomie lipca i sierpnia 1949 r., w czasie gdy dowódcą wyposażonego w samoloty Pe-2 pułku, był ppłk. Bortnikow[32]. Rosjanin doceniał liczne walory Danielaka, ale w mało wybredny sposób wytknął mu „zarozumialstwo” i skłonność do alkoholu[33]. Zarzuty te są tym bardziej zastanawiające, że nie zostały potwierdzone w żadnej innej opinii służbowej wystawionej przez przełożonych lotnika. Możliwe, że ppłk. Bortnikow nie przepadał za Danielakiem, który pokazał się z bardzo dobrej strony podczas ćwiczeń prowadzonych przez 7 PBN z jednostkami Marynarki Wojennej, a także opracował dobrze oceniony dokument poświęcony ćwiczeniom grupowym[34].

Już po zakończeniu nauki w ZSRR Danielaka skierowano do 30 Pułku Lotnictwa Marynarki Wojennej. Jednostka ta była złożona z eskadry szturmowej, bombowo – rozpoznawczej, łącznikowej i myśliwskiej. Znaczna część pułku stacjonowała wówczas na lotnisku Słupsk – Redzikowo, ale myśliwce umieszczono w Wicku Morskim. Danielak służył w pułku do 1 listopada 1951 r., a następnie został skierowany do Szefostwa Lotnictwa Marynarki Wojennej, gdzie jego bezpośrednim przełożonym był Bohater Związku Radzieckiego, kmdr. por. pil. Michaił Iwanowicz Grib[35]. Rosjanin, dla odmiany wyrażał się o pracy Danielaka w samych superlatywach, co znalazło wyraz w wystawionym przez kmdr. Griba wniosku o mianowanie Danielaka do stopnia komandora ppor.:

Kpt. dypl. Danielak Aleksander za okres pracy w Szefostwie Lotnictwa, a obecnie Dowództwie Lotnictwa wykazał się zdolnym oficerem. Z powierzonych obowiązków wywiązuje się dobrze, jest energiczny. Obowiązki wykonuje szybko, sprawnie, dokładnie i prawidłowo. Udziela dużo uwag w wyszkoleniu operacyjno-taktycznym personelu kierowniczego i latającego lotnictwa Mar. Woj. Regulaminy i instrukcje zna dobrze i umiejętnie zastosowuje je w codziennym życiu. Wobec siebie i podwładnych wymagający. Stale pracuje nad pogłębieniem wiadomości politycznych i taktycznych. Politycznie wyrobiony. W sytuacji międzynarodowej orientuje się dobrze. Bierze aktywny udział w pracy polityczno – społecznej. Jest koleżeński i otwarty, w stosunku do oficerów uprzejmy i zrównoważony. Złych nałogów nie przejawia.

Ze względu na ukończoną Akademię Lotniczą w 1950 r., oraz zajmowane przez niego stanowisko służbowe – w zupełności zasługuje na mianowanie do stopnia komandora podporucznika, mimo nie posiadania pełnej wysługi lat w stopniu kapitana[36].

Nie była to jednak jedyna opinia wystawiona przez Griba, w której Rosjanin wychwalał Danielaka. Kolejna opinia dotyczyła min., okresu w którym Danielak musiał jednocześnie pełnić funkcję szefa sztabu lotnictwa morskiego i jednocześnie kierować działem operacyjno – wywiadowczym:

Kmdr. ppor. Danielak jest oficerem oddanym sprawie Ludowej Ojczyzny i Klasie robotniczej. Jako oficer swych zachowaniem służy przykładem dla innych oficerów. Dużo poświęca czasu organizacji i metodyce wyszkolenia operacyjno-taktycznego oficerów Lotnictwa Marynarki Wojennej. Posiada duży zasób wiedzy teoretycznej i jest wszechstronnie rozwiniętym oficerem. Systematycznie pogłębia wiedzę operacyjno-taktyczną i polityczną. Posiadania doskonałe zdolności wykładowcy i umiejętnie przekazuje swoje wiadomości podwładnym. Od sierpnia 1950 r. do grudnia 1951 r. pełniąc obowiązki Szefa Wydziału Operacyjno – Wywiadowczego równocześnie wykonywał obowiązki Szefa Sztabu Dowództwa Lotnictwa Marynarki Wojennej, z których wywiązywał się dobrze. Jest oficerem zdyscyplinowanym i wymagającym wobec siebie i podwładnych. Regulaminy i instrukcje zna dobrze. W godzinach poza służbowych przebywa w gronie rodzinnym, którą lubi. Prowadzi się moralnie i szkodliwych nałogów nie posiada. Politycznie rozwinięty bardzo dobrze, prawidłowo orientuje się w sytuacji wewnętrznej i międzynarodowej. Bierze aktywny udział w życiu polityczno – społecznym jednostki. Do obecnej rzeczywistości ustosunkowany pozytywnie. Bierze aktywny udział w pracy Komitetu Szkoły „TPD” gdzie jest członkiem zarządu. Zajmowanemu stanowisku odpowiada[37].

W styczniu 1954 r., Danielaka skierowano do dowództwa 11 Dywizji Lotnictwa Myśliwskiego. Przy okazji odesłania go z dowództwa Marynarki Wojennej, kolejną opinię służbową, w zasadzie potwierdzającą słowa kmdr. ppor. Griba, wystawił mu kmdr. por. Dziuda, który jako pierwszy przełożony zaczął narzekać na „nieco wybuchowy charakter” Danielaka. Nie było to jednak ostatnie słowo Dziudy, który w październiku 1953 r. pisał już bez ogródek, że Danielak jest nerwowym karierowiczem:

Mjr. Danielak za okres opiniodawczy okazał się oficerem zdyscyplinowanym. Wyszkolenie ogólno-wojskowe i wyszkolenie operacyjne ma opanowane dobrze. Wyszkolenie cywilne dostatecznie. Jest dobrym wykładowcą i wykłady przeprowadza na należytym poziomie. Regulaminy i instrukcje zna dobrze i stosuje w życiu codziennym. W stosunku do siebie jest wymagającym, w stosunku do bezpośrednich podwładnych słabo wymagający, a w stosunku do nie bezpośrednich podwładnych również wymagający. Charakter posiada wybuchowy, który czasami ujemnie odbija się na podwładnych. Jako oficer systematycznie pogłębia swą wiedzę przez studiowanie instrukcji i regulaminów. Czasami uwidacznia się mania wyższości i dążenie do zdobycia kariery[38].

W dalszej części opinii pojawiły się już tylko informacje na temat odpowiednich poglądów politycznych prezentowanych przez Danielaka, oraz jego zaangażowania w życie społeczne. Co ciekawe opinię przełożonego potwierdził także inny oficer, który dodał, że Danielak poświęca zbyt wiele czasu sprawom nie istotnym z punktu widzenia głównych zadań stawianych oficerowi sztabowemu[39]. Czy problemy z przełożonymi i „karierowiczostwo” Danielaka zapowiadały rychły koniec jego kariery? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo trudna. Awansowany do stopnia podpułkownika, a w końcu pułkownika Danielak był w większości przypadków oceniany jako dobry oficer sztabowy. Doskonale widać to w opinii wystawionej przez dowódcę 11 Dywizji Lotnictwa Myśliwskiego, w której były lotnik pułku „Kraków” pełnił funkcję szefa sztabu. Dowódca dywizji już miesiącu od chwili objęcia przez Danielaka stanowiska szefa sztabu wystąpił z wnioskiem o awans do stopnia podpułkownika. W uzasadnieniu, płk. Czapliński pisał:

Mjr. Danielak jako Szef Sztabu 11 DLM z obowiązków na niego nałożonych wywiązuje się dobrze. Jest sam zdyscyplinowany i umie żądać dyscypliny od podwładnych. Pracę sztabową zna dobrze i umie żądać od podległych mu oficerów. Jest bardzo dokładny w pracy sztabowej i przestrzega ściśle instrukcji o prowadzeniu pracy w sztabach. Politycznie wyrobiony, jest aktywnym członkiem partii. Światopogląd skrystalizowany. Chętnie udziela się w pracy polityczno – społecznej. Duży wkład pracy wkłada nad podniesieniem pracy sztabowej i kultury sztabowej. Występując z wnioskiem o przedterminowe mianowanie, mam na uwadze jego duży zapał do pracy, dokładność, wymagalność w stosunku do siebie i podwładnych[40].

Danielak został tym razem oceniony bardzo wysoko – w opinii nie pojawiło się ani jedno słowo na temat jego wybuchowego charakteru, czy dążenia do szybkiego zrobienia kariery w wojskach lotniczych. Opinia dowódcy 11 DLM nie uległa zmianie nawet po awansowaniu Danielaka do stopnia podpułkownika – cztery miesiące po wydaniu zacytowanej wyżej opinii, płk. Czapliński napisał wniosek odznaczeniowy, w którym zwracał się z prośbą o nadanie Danielakowi srebrnego Medalu „Siły Zbrojne w Służbie Ojczyzny[41]”. We wniosku tym w zasadzie powtórzył swoją wcześniejszą opinię, dodając jedynie, że „Danielak jest grzeczny i taktowny[42]”. Można by uznać, że Danielak dobrze dogadał się z płk. Czaplińskim, ale również jego następca, płk. Ulatowski wystawił mu pozytywną ocenę[43]. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że był człowiekiem nerwowym i dość szybko wpadał w gniew. Taką opinię na temat lotnika wydał min. gen. Frey-Bielecki, który w grudniu 1954 r. stwierdził:

Ppłk. Danielak przybył do 11 DLM na stanowisko Szefa Sztabu Dywizji w lutym 1954 r. Po linii fachowo – wojskowej jest przygotowany dobrze. Posiada ukończoną Akademię Wojskową. Poziom wykształcenia ogólnego również dobry. Zdolności dowódcze na dobrym poziomie. Taktykę lotniczą zna dobrze – jednak jeśli chodzi o znajomość dokumentacji bojowej i jej wykonanie popełnia czasami błędy, co świadczy o nie całkowitym ugruntowaniu i odnawianiu tych znajomości. Przepisy po linii swojej pracy zna dobrze i stosownie wprowadza je w życie. Umie odpowiednio dysponować środkami bojowymi i technicznymi. Jednakże w pracy dość chaotyczny. Jest oficerem zdyscyplinowany i energicznym. Usposobienie nerwowe, co jest czasami powodem zbyt ostrego traktowania swoich podwładnych. Jako Szef Sztabu Dywizji wymaga od podległych oficerów planowej pracy, w trudniejszych dziedzinach pomagał im osobiście. Dużo pomógł Dowódcy w organizowaniu wyszkolenia i jego realizacji. Pełniąc czasowo obowiązki Dowódcy Dywizji tj. od września 54 r. do listopada br. pracę organizował dobrze i dbał o porządek wojskowy w garnizonie. Jednakże za mało uwagi zwraca na pomoc jaką Sztab Dywizji winien udzielać sztabom pułków – w rezultacie czego Sztab Dywizji jako aparat kontrolujący i nauczający sztaby pułków roli swej nie spełnił. Troszczył się o byt podległych mu żołnierzy. Czuje się odpowiedzialny za powierzone mu zadania. W służbie i poza służbą zachowuje się odpowiednio[44].

Po dość długim i owocnym pobycie w 11 DLM Danielaka przeniesiono do Dowództwa Lotnictwa, gdzie pełnił funkcję szefa działu inspekcji. Jest to jeden ze słabiej opisanych okresów w wojskowej karierze Danielaka, wydaje się, jednak, że nerwowość, która dała o sobie znać już podczas służby w lotnictwie morskim nieco ustąpiła. Nagłe wybuchy złości, mogły, choć nie musiały, wynikać z pogarszającego się stanu zdrowia pułkownika. Sytuacja uspokoiła się po wydaniu przychylnego orzeczenia lekarskiego. Nerwowość objawiła się ponownie, gdy przełożeni zaczęli podejmować próby odsunięcia Danielaka od udziału w lotach, co wywołało wzrost doniesień o wybuchach w złości. Dopiero pozytywna opinia gen. Freya – Bieleckiego, który wyraził zgodę na to by Danielak przeszedł szkolenie na samolotach bombowych Ił-28 i wykonywał na nich loty w charakterze nawigatora uspokoiła sytuację[45].

Znaczna część zarzutów pod adresem Danielaka jako oficera sztabowego wynikała z jego podejścia do pracy kancelaryjnej. Jak stwierdzono w jednej z późniejszych opinii, ppłk. Danielak głośno sygnalizował, gdy dokonywano niepotrzebnych lub utrudniających bieżącą pracę działań[46]. Oczywiście krytyka i walka z niepotrzebną biurokracją nie przysparzała mu sympatii wśród części wyższych oficerów, co prowadziło do naturalnych konfliktów.

Niestety, Danielakowi nie było dane dokończyć służby w „ludowym” lotnictwie na pokładzie bombowca z napędem odrzutowym. Pod koniec lat 50., został włączony w skład Międzynarodowej Komisji Nadzoru i Kontroli, i trafił na krótko do Wietnamu Południowego. Jego działalność w dawnych Indochinach, ze względu na dość poważne braki w wykształceniu „cywilnym” nie mogła zostać oceniona pozytywnie – Danielak nie znał języków obcych, ponadto nie najlepiej radził sobie z rozszyfrowywaniem dokumentów operacyjnych. Duże znaczenie miało jednak doświadczenie wyniesione ze służby w sztabie 11 DLM, które zaowocowało na stanowisku oficera inspekcyjnego[47].

Po powrocie do kraju Danielak na krótko wznowił swoją pracę w Dowództwie Lotnictwa. Ostatecznie jednak odesłano go do Zarządu VI Sztabu Generalnego, gdzie pracował aż do 1968 r. jako szef wydziału Oddziału II. Po 1968 r., Danielak na krótko powrócił do wojsk lotniczych, ale w dowództwie lotnictwa napotkał na coraz poważniejsze trudności, ze strony płk. Kazimierza Daniluka. Konflikt z płk. Danilukiem był na tyle silny, że zaczął odbijać się negatywnie na zdrowiu dawnego nawigatora z pułku „Kraków”. W końcu Danielak zdecydował się na napisanie raportu, który przekazał drogą służbową na ręce gen. Józefa Urbanowicza[48]. Generał uznał, że znaczna część zarzutów przytoczonych przez płk. Danielaka jest jak najbardziej zasadna.

Przełożeni, pod różnymi pretekstami zdecydowali się pozbyć pułkownika Danielaka, ze względu na jego zły stan zdrowia, oraz zaawansowany wiek. Sam Danielak swoje problemy z przełożonymi w raporcie dla gen. Urbanowicza opisał w następujący sposób:

Z chwilą, gdy stan mego zdrowia zaczął podupadać (częste pobyty w szpitalu, w sanatoriach, oraz zwolnienia lekarskie) nie mogłem już w należyty sposób wywiązać się z powierzonych mi obowiązków. Wobec tego moi przełożeni oceniając stan rzeczy jak najbardziej ze zrozumieniem zaproponowali mi przejście na stanowisko z mniejszym obciążeniem pracy. W tym celu za zgodą Szefa Sztabu Generalnego wprowadzono stanowisko personalne przy DLW. Z takiego obrotu sprawy byłem w pełni zadowolony i wdzięczny dla moich przełożonych za ich serdeczną troskę o mnie. Niestety, moi nowi bezpośredni przełożeni inaczej to potraktowali. Pierwsza rozmowa służbowa z płk. Danilukiem Kazimierzem pełniącym obowiązki Z-cy Szefa Zarządu Szkolenia była szokująca dla mnie. Dziwił się on, że Sztab Generalny pozwala na podobne „dziwolągi” i stwarzani precedensu wprowadzając stanowisko personalne. Jednocześnie oświadczył, że dołoży wszelkich starań by do tego nie dopuścić, a co się tyczy mojej osoby to ustawi mnie tak, jak on to będzie uważał za słuszne. Gdy ja ze swej trony starałem się wyjaśnić, że to szczególny wypadek ze względu na stan mojego zdrowia – odparł: „Czy sądzisz, że DWL to przytułek? Dość mamy kłopotów z własnymi kalekami i inwalidami tak np. z płk dypl. Józefem Ostrowskim”[49].

Choć ostatecznie sprawę udało się załatwić pomyślnie dla byłego strzelca samolotowego, to jednak „walka” z płk. Danilukiem i innymi przełożonymi odbiła się negatywnie na stanie zdrowia lotnika. W ciągu kilku lat dzielących śmierć płk. Danielaka od jego powrotu do Dowództwa Wojsk Lotniczych, przeszedł dwa zawały. W tej sytuacji po osobistej interwencji gen. Freya-Bieleckiego, Danielak został mianowany inspektorem ds. lotnictwa cywilnego. Następnie na początku lat 70., przeniesiono go do Sztabu Wojskowego miasta stołecznego Warszawa, gdzie pełnił funkcję inspektora Aeroklubu PRL. 19 lipca 1972 r. Danielak przeszedł trzeci zawał, niestety tym razem lekarzom nie udało się uratować chorego.

Przebieg służby wojskowej w „ludowym” Wojsku Polskim

Od kiedy

Do kiedy

Jednostka

Stanowisko

1944

1944

1 Zapasowy Pułk Piechoty

d-ca plutonu

1944

1945

2 Pułk Nocnych Bombowców „Kraków”

Nawigator

1945

1946

2 Pułk Lotniczy „Kraków”

Z-ca szefa sztabu

1946

1950

Akademia Lotnicza w ZSRR

Słuchacz

1950

1950

30 Pułk Lotnictwa Marynarki Wojennej

Oficer zwiadowczy

1950

1954

Szefostwo Lotnictwa Marynarki Wojennej

Szef wydziału operacyjnego

1954

1955

11 DLM

Szef sztabu

1955

1957

Dowództwo Wojsk Lotniczych i Obrony Przeciwlotniczej Kraju

Szef wydziału wyszkolenia bojowego

1957

1958

Dowództwo Wojsk Lotniczych i Obrony Przeciwlotniczej Kraju

Z-ca szefa wydziału inspekcyjnego

1958

1959

Dowództwo Wojsk Lotniczych i Obrony Przeciwlotniczej Kraju

Starszy pomocnik szefa wydziału

1959

1968

Zarząd VI Sztabu Generalnego

Szef Wydziału Oddziału II

1968

1970

Dowództwo Wojsk Lotniczych

Starszy inspektor

1970

 

Sztab Wojskowy miasta stołecznego Warszawy

Starszy inspektor do spraw Aeroklubu PRL

 

[1] Ta druga możliwość została przytoczona na podstawie dokumentacji archiwalnej. W innym dokumencie – orzeczeniu lekarskim wydanym 30 czerwca 1966 r., jako miejsce urodzenia ówczesnego pułkownika nawigatora Danielaka podano Połtawę. WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 2, 42.

[2] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 59

[3] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 2.

[4] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 59.

[5] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 2.

[6] Aleksandra Danielak z domu Romanek zmarła w 1921 r. Ibidem.

[7] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 59.

[8] List Jana Żarnowskiego (Feliksa Mazaka), do Ewy Mokulskiej, z dn. 1 VIII 1979 r., k. 2.

[9] J. Pawlak, W. Nowakowski, Brygada Bombowa kurs bojowy!, Warszawa 1983, s. 71.

[10] List Jana Żarnowskiego…, k. 5 – 6.

[11] M. Emmerling, Luftwaffe nad Polską. T.1 Jagdflieger, Gdynia 2002, s. 68 – 73.

[12] Zginął min. ppor. pil. Tadeusz Jeziorowski, ciężko ranny został kpr. Antoni Falukiewicz.

[13] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 8.

[14] P. Rapiński, Aleksander Danielak od kaprala do pułkownika Ludowego Wojska Polskiego, w: Bohaterowie drugiego planu. Materiały zebrane i przygotowane z okazji konferencji popularnonaukowej poświęconej przeszłości lotnictwa z cyklu „Historia Skrzydłami Malowana” pod patronatem Prezydenta Koszalina, Koszalin, 8-9 czerwca 2018 r., red. R. Gretzyngier, Warszawa 2018, s. 194.

[15] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 59.

[16] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 48.

[17] Ibidem.

[18] T. Dalecki, Gościnne niebo. Wspomnienia z radzieckich szkół lotniczych w ZSRR 1944 – 1946, Poznań 1977, s. 66 – 68.

[19] W publikacjach z okresu PRL utrwalono niemalże sielankowy obraz szkoleni lotniczego na terenie ZSRR. Niestety, jest praktyki te należałoby określić dość jednoznacznie jako przykład fałszowania rzeczywistości. Podczas wojny w szkołach lotniczych i ogólnie na zapleczu frontu panowały bardzo trudne warunki bytowe. I. Koliński, Lotnictwo Polski Ludowej 1944 – 1947, Warszawa 1987, s. 42 – 57.

[20] J. Nieciengiewicz, To co w pamięci zostało, Warszawa 2001, s. 91.

[21] WBH, CAW, sygn. III.263.10, k. 222-226.

[22] W lotach ze zrzutami broni i amunicji dla Powstańców Warszawskich uczestniczył min., przebywający wówczas na terenie Włoch, były dowódca lotnictwa polskiego gen. Ludomił Rayski. Trasa lotów prowadziła praktycznie nad całą okupowaną Europą, w większości nad terenami gdzie aktywnie działały niemieckie nocne myśliwce. Poważne zagrożenie dla załóg Liberatorów (które były obsadzane także przez brytyjskie i południowoafrykańskie) załogi stanowiły także zmienne warunki pogodowe, ostrzał prowadzony przez artylerię przeciwlotniczą.

[23] Przedstawicielem drugiej, bardziej krytycznej grupy, jest min., ppor. Ryszard Zagórski. R. Zagórski, Archiwum Historii Mówionej Powstania Warszawskiego, [dostęp 8 VI 2019] https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/ryszard-zgorski,961.html.

[24] A. Danielak, Wspomnienia bojowe, „Wojskowy Przegląd Lotniczy”, nr. 1/1956, s. 113.

[25] T. Malinowski, Sylwetki lotników. Danielak, „Skrzydlata Polska”, nr. 45 (1113)/1972, s. 7.

[26] Ibidem.

[27] A. Danielak, op. cit., s. 114 – 115.

[28] Ibidem, s. 116.

[29] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 60.

[30] Według jednego z ukraińskich partyzantów, UPA zapisała na swoje konto kilka zestrzelonych samolotów Po-2. „Doniesienia” te w zasadzie potwierdza Tadeusz Dalecki. T. Dalecki, Kurs bojowy Bieszczady, Warszawa 1971, s. 12 – 14; I. Dmytryk, W lasach łemkowszczyzny. Łuny w Bieszczadach 1944-1947 we wspomnieniach żołnierza UPA z kurenia „Rena”, Warszawa-Kraków 2015, s. 200 – 201.

[31] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 61.

[32] Ppłk. pil. Mikołaj Bortników, ur. 27 XI 1910 w Sierdobsku, okręg penzenski. Po skończeniu siedmioletnie szkoły w Sierdobsku podjął pracę w Stalingradzkiej Fabryce „Czerwony Październik”. W październiku 1932 r. na ochotnika wstąpił do lotnictwa. W listopadzie 1932 r. trafił do 26 Pułku Szkolnego, a we wrześniu 1934 r. trafił do Szkoły Lotniczej w Bolszebensku. Po jej zakończeniu został pilotem – instruktorem w Bolszebensku, następnie, prawdopodobnie od listopada 1939 r. w Szkole Lotniczej w Kalininie. W kwietniu 1940 r. ponownie skierowany do Bolszebenska na stanowisko instruktora. Począwszy od stycznia 1941 r., Bortnikow został skierowany do Szkoły Lotniczej Kirowodsku, gdzie spędził cały okres Wojny Ojczyźnianej, a w kwietniu 1944 r. został mianowany dowódcą eskadry. Dopiero w październiku 1944 r. dowództwo Armii Czerwonej zadecydowało o skierowaniu Bortnikowa do „ludowego” Wojska Polskiego, gdzie objął dowodzenie nad eskadrą w 3 Pułku Lotnictwa Bombowego. W walkach udziału nie wziął. W listopadzie 1945 r. został mianowany inspektorem techniki pilotażu w 1 Dywizji Lotnictwa Bombowego, a 30 kwietnia 1946 r. objął stanowisko zastępcy dowódcy 7 Samodzielnego Pułku Lotnictwa Bombowców Nurkujących ds. liniowych. W lipcu 1947 r. został dowódcą pułku, który przemianowano na 7 Pułk Bombowców Nurkujących. Za czasów Bortnikowa jednostka przeszła jeszcze jedną zmianę – tym razem przemianowanie na 7 Pułk Lotnictwa Bombowego i wprowadzenie na jej wyposażenie samolotów bombowych Tu-2. J. Zieliński, Dowódcy pułków lotnictwa polskiego 1921 – 2012, Warszawa 2015, s. 50 – 51; S. Bartosik, M. Łaz, M. Mikołajczyk, R. Senkowski, Pierwsze samoloty odrzutowe w lotnictwie polskim, cz. 1, „Lotnictwo wojskowe. Magazyn miłośników lotnictwa”, nr. 1(28) styczeń – luty 2003, s. 4.

[33] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 25.

[34] Ibidem.

[35] Michaił Iwanowicz Grib urodził się 2 października 1919 r. w Pleskaczewce, obwodzie czerkaskim. W czasie wojny służył w lotnictwie radzieckim, w jednostkach podporządkowanych dowództwu Floty Czarnomorskiej. Były to 8 IAP (Pułk Lotnictwa Myśliwskiego), przemianowany następnie na 6 GIAP (Gwardyjski Pułk Lotnictwa Myśliwskiego). W czasie wojny latał na samolotach myśliwskich Jak-1, Jak-9 i Jak-3. Ogółem odniósł od 10 do 20 zwycięstw powietrznych. Mihail Ivanowich Grib, [dostęp 9 VI 2019] http://aces.safarikovi.org/biography/sssr/sssr/grib.html.

[36] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 24.

[37] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 22.

[38] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 20.

[39] Ibidem.

[40] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 19.

[41] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 18.

[42] Ibidem.

[43] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 17.

[44] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 16.

[45] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 53.

[46] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 16.

[47] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49, k. 14.

[48] Józef Urbanowicz ur. 25 III 1916 w Orle, zm. 6 VII 1989 w Warszawie. Z pochodzenia Polak, żołnierz Armii Czerwonej, w okresie międzywojennym mieszkał na terenie Łotwy, gdzie w Rydze związał się z ruchem komunistycznym. Po zajęciu Łotwy przez Armię Czerwoną został oficerem w Armii Czerwonej. Podczas wojny radziecko – niemieckiej był trzykrotnie ranny i dwukrotnie kontuzjowany. W 1943 r. został skierowany do Wojska Polskiego, gdzie pełnił min., funkcję zastępcy dowódcy 4 Dywizji Piechoty im. Jana Kilińskiego ds. polityczno-wychowawczych. Po wojnie został w Polsce i nadal służył w Wojsku Polskim, min., w Marynarce Wojennej jako oficer polityczny. W latach 1968 – 1984 był wiceministrem obrony narodowej. Wcześniej w latach 1960 – 1971, najpierw zastępca (1960 – 1965), a potem szef Głównego Zarządu Politycznego WP.

[49] WBH, CAW, sygn. 1573/75/49m k. 39.

Autorem publikacji jest Piotr Rapiński

Czytany 360 razy

Artykuły powiązane

  • Strefa ograniczona R-140 w związku z obchodami 80. rocznicy wybuchu II Wojny Światowej.

    W związku z organizowanymi w Warszawie w dniach 30.08 – 02.09.2019 roku obchodami 80. rocznicy wybuchu II Wojny Światowej oraz na potrzebę zabezpieczenia towarzyszących im wydarzeń, Polska Agencja Żeglugi Powietrznej na wniosek służb państwowych publikuje NOTAM wprowadzający strefę ograniczoną R-140.

  • Polacy odkryli jedną z największych tajemnic III Rzeszy.

    To była jedna z najbardziej spektakularnych operacji AK. 75 lat przetransportowano z okupowanej Polski do Londynu części pocisku V2, jednej z tajemnych broni III Rzeszy. Niewybuch rakiety wydobyli polscy żołnierze wiosną 1944 roku z bagien nad Bugiem. Przekazane aliantom informacje o V2 pozwoliły na przygotowanie się do obrony przed jej atakami.

  • Wernisaż wystawy 315 Dywizjon myśliwski "Dębliński" w Muzeum Sił Powietrznych.

    14 sierpnia 2019 r o godzinie 11.00 Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie zaprasza na uroczyste otwarcie nowej wystawy: 315. Dywizjon Myśliwski „Dębliński”.

  • Premiera filmu o polskich lotnikach i pamiątkach po nich w RAF Northolt.

    W piątek, 28 czerwca br., w Ambasadzie RP w Londynie odbyła się projekcja filmu dokumentalnego o polskich lotnikach i pamiątkach po nich w bazie RAF Northolt w zachodnim Londynie.

  • Zidentyfikowano pochówek polskiego lotnika z 300 Dywizjonu Bombowego Polskich Sił Powietrznych.

    Grób nieznanego lotnika, znajdujący się na Brytyjskim Cmentarzu Wojennym Jonkerbos w Nijmegen w Holandii, kryje szczątki plutonowego Walentego Sieczki z 300 Dywizjonu Bombowego Polskich Sił Powietrznych. Tak wynika z badań historycznych przeprowadzonych przez śp. Josa van Alphena, zweryfikowanych i zatwierdzonych przez pracowników Departamentu Dziedzictwa Kulturowego i Strat Wojennych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

  • Już niedługo wyjątkowe wydarzenie: "The Polish D-Day Story".

    "The Polish D-Day Story" odbędzie się 22 czerwca 2019 roku w Portsmouth. W ramach obchodów 75 rocznicy D-Day wraz z muzeum The D-Day Story, pragniemy przypomnieć ważną rolę polskich sił zbrojnych biorących udział w operacji D-Day oraz kampanii w Normandii.

  • W Plumetot odsłonięto pomnik na cześć bohaterskim lotnikom walczącym w Normandii podczas II wojny światowej.
    9 czerwca w Plumetot na terytorium Francji polscy żołnierze oddali cześć bohaterskim lotnikom walczącym w Normandii podczas II wojny światowej.
  • Pożegnanie i poświęcenie pomnika Lotników w Muzeum Lotnictwa Polskiego.

    W dniu 11 maja br. o godz.12.00, w hangarze Muzeum Lotnictwa w Krakowie odbędzie się prezentacja i uroczyste pożegnanie pomnika Polskich Lotników w Normandii przed jego drogą do Francji.

  • Wyróżnieni piloci 41. Bazy Lotnictwa Szkolnego.

    W dniu 15.04.2019 r., podczas zbiórki kadry miało miejsce wręczenie Statuetek Okolicznościowych pilotom Bazy.

  • To już koniec. Musical „Piloci” będzie grany w Teatrze ROMA tylko do 16 czerwca.

    To już oficjalna wiadomość: musical „Piloci” będzie grany w Teatrze Muzycznym ROMA tylko do 16 czerwca. W kwietniu, maju i czerwcu macie ostatnią okazję, żeby zobaczyć ten tytuł na scenie. Jako patron medialny spektaklu zapraszamy do skorzystania z ostatniej szansy, aby zobaczyć ten rewelacyjny lotniczy musical.

  • 75. rocznica „Wielkiej Ucieczki” polskich lotników.
    Przelot polskich myśliwców F-16 rozpoczął oficjalną uroczystość z okazji obchodów 75. rocznicy ucieczki lotników alianckich z niemieckiego obozu jenieckiego Stalag Luft III w Żaganiu. Była to jedna z największych ucieczek w czasie II wojny światowej, nazwana "Wielką Ucieczką".
  • Pamiątki po pilocie Tadeuszu Mioduchowskim w zbiorach Muzeum Sił Powietrznych.

    Do zbiorów Muzeum Sił Powietrznych zostały przekazane pamiątki po majorze pilocie Tadeuszu Jerzym Mioduchowskim (1916-1981), który służył w 300 oraz 301 Dywizjonie Bombowym, a po wojnie osiedlił się w Bristolu (Wielka Brytania) i tam założył rodzinę. Artefakty przekazał do zbiorów muzeum pan Tadeusz Staniak z Lublina. Są to m.in. osobiste fotografie i odznaczenia.

  • Odsłonięcie tablicy poświęconej polskim lotnikom.
    W sobotę 16 marca w koszarach 30 pułku łączności w Bramcote w pobliżu Coventry Ambasador Polski w Wielkiej Brytanii, JE Arkady Rzegocki dokonał odsłonięcia tablicy poświęconej polskim i sojuszniczym lotnikom dywizjonów bombowych szkolonym w 18 Operatinal Training Unit (OTU) w miejscowej bazie w latach 1940-1945. W uroczystości wzięła udział delegacja Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych pod przewodnictwem I Zastępcy, gen. dyw. pil. Jana Śliwki.
  • Pamięć o poległym lotniku śp. por. Mikołaju Kirkilewiczu przywrócona.
    2 marca na Polskim Cmentarzu Wojennym w Lommel na terytorium Królestwa Belgii odbyła się uroczystość przywrócenia imienia i nazwiska na grobie poległego lotnika.
  • Antoni Jan Szyller mianowany na pierwszy stopień oficerski.

    Reprezentujący Muzeum Sił Powietrznych Jacek Zagożdżon, wraz z wolontariuszem muzeum Wiesławem Grudniakiem, przedstawicielem portalu Niebieska Eskadra,  miał zaszczyt wziąć udział w uroczystości pośmiertnego mianowania na pierwszy stopień oficerski Antoniego Jana Szyllera – mechanika pokładowego Polskich Sił Powietrznych, który zginął w czasie specjalnego lotu z pomocą powstańcom warszawskim w 1944 roku. 

  • Ma powstać pomnik upamiętniający 131 Skrzydło Myśliwskie w Plumetot we Francji.

    17 tysięcy polskich lotników walczyło w alianckich siłach powietrznych podczas II Wojny Światowej, mając swój kluczowy wkład min. do bitwy o Anglię i inwazji na Normandię.

  • Polonez zmieni się w myśliwiec PZL P.11c dzięki projektowi "Niebo bez granic".

    Dzisiaj w radio ChilliZET o godz 17.00 Filip Idzikowski opowie o historii poloneza i odlotowym rekordzie w ramach projektu "Niebo bez granic". "Będę w ogóle opowiadał o historiach wokół klasycznego poloneza tzw. "Borewicza". Posiadam najstarszy i jedyny zachowany egzemplarz z 1977r z 0003 nr. nadwozia. Mam też trochę wiedzy i doświadczenia z eksploatacji oraz napraw tych wspaniałych pojazdów więc się nimi podzielę." - informuje na profilu projektu "Niebo bez granic" Filip Idzikowski.

  • W najbliższą sobotę Teatr Muzyczny Roma zagra jubileuszowy spektakl "Piloci".

    Już w sobotę 15 grudnia o godz. 15:00 Teatr Muzyczny Roma zagra jubileuszowy spektakl. Poznajcie więc losy bohaterów musicalu i skorzystajcie z niespodzianek! Dla wszystkich Widzów tego spektaklu będą słodkie upominki. Ponadto po spektaklu będzie szansa na spotkanie z aktorami i zdobycie autografów.

  • Zidentyfikowano szczątki polskiego pilota, który służył w Dywizjonie 300.

    Grób nieznanego polskiego lotnika, znajdujący się na Polskim Cmentarzu Wojennym w Lommel w Belgii, kryje szczątki porucznika Mikołaja Kirkilewicza z 300 Dywizjonu Bombowego Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii. Tak wynika z genetycznych badań porównawczych przeprowadzonych przez specjalistów z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, wspartych badaniami historycznymi przeprowadzonymi przez pracowników Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

  • Projekt nowej grafiki na banknocie 50-funtowym z akcentem lotniczym.

    Ostatnio w Wielkiej Brytanii wiele się mówi o nowej grafice na banknotach 50 funtowych i kogo znanego wizerunek powinien się na niej znaleźć. Jeden z obywateli brytyjskich zasugerował, a nawet wystąpił z petycją aby na banknocie umieścić Reginalda Josepha Mitchella który żył w latach 1895 - 1937.

Redakcja poleca

Lip 06, 2019
Aspirant sztabowy Radosław Szukała, na co dzień kierownik Ogniwa ...
Lip 10, 2019
10 lipca 2019 r. odbył się premierowy pokaz samolotu solarnego ...
Lip 10, 2019
115 lat temu urodził się pułkownik pilot Zdzisław Krasnodębski, ...
Lip 04, 2019
Portal Polska-zbrojna.pl opublikował rozmowę z ministrem obrony ...
Kwi 17, 2019
"Galerię fotografii Iskier z całej Polski zaczynam od jedynego w ...
Kwi 12, 2019
Mariusz Błaszczak, minister obrony narodowej zaprasza do wspólnego ...
Kwi 12, 2019
Zespół Flaris opublikował kolejny film z lotów testowych Flarisa. Tym ...
Lut 07, 2019
JAK samolot można odbudować? ... Odpowiedź jest prosta: trzeba się ...
Lut 11, 2019
Drogowy transport pasażerskich samolotów zawsze zwraca uwagę. W ...

Najczęściej czytane

Lip 22, 2019
Z lecącego na wysokości 4000 metrów samolotu transportowego C-17 ...
Lip 18, 2019
17 lipca Ryanair ogłosił partnerstwo z polskim ośrodkiem szkolenia ...
Lip 15, 2019
Sam jest niewidoczny dla radarów, a jego sensory pozwalają pilotowi ...
Lip 11, 2019
Do końca wakacji Aeroklub Polski czeka od Was na zdjęcia samolotu ...
Lip 11, 2019
Narodowe Centrum Badań i Rozwoju zapowiedziało, że w połowie lipca ...
Kwi 26, 2019
Aeroklub Lubelski i Kagero Publishing Sp. z o.o. serdecznie ...
Kwi 25, 2019
Uczestnicy wydarzenia będą mieli okazję wysłuchać prelekcji na temat ...
Kwi 24, 2019
24 kwietnia Łukasz Czepiela, jeden z najlepszych na świecie pilotów ...
Kwi 20, 2019
Itaka - największe w Polsce biuro podróży - będzie najprawdopodobniej ...
Kwi 24, 2019
Jest już gotowy harmonogram pokazów radomskich Orlików na cały 2019 ...
Kwi 18, 2019
Najpóźniej jesienią przyszłego roku w 4 Skrzydle Lotnictwa Szkolnego ...
Mar 04, 2019
Jak podają największe polskie media min. RMF24.pl w rejonie ...

Nasze wywiady

Lis 28, 2018
Był październik 1980 roku, kiedy dyrekcja zakładów PZL Świdnik ...
Paź 14, 2018
Za nami już 9. edycja słynnej Nocy w Instytucie Lotnictwa. Ponieważ w ...
Wrz 06, 2018
Małgorzata Nowotnik i Marian Nowotnik to lotnicze małżeństwo, które ...
Lip 16, 2018
Jako patron medialny Air Show w Radomiu mamy zaszczyt pokazać, jako ...
Kwi 23, 2018
Postanowiliśmy to sprawdzić składając wizytę z symulatorze Boeinga ...
Lut 04, 2018
Wczoraj w Hotelu Aiport Okęcie odbyła się impreza Open Day Cumulusy ...
Paź 11, 2017
Siedemnastoletnia Maja Kuczyńska w krótkim czasie zachwyciła świat ...
Wrz 12, 2017
W sobotę 9 września ekipa portalu Aviation24.pl odwiedziła urocze ...
Wrz 05, 2017
W imieniu firmy Eurofighter Jagdflugzeug GmbH i jej firm ...

Kalendarium Wikipedii

Dzisiaj jest: 21 Sierpnia 2019    |    Wydarzyło się: 1944 - Dokonano oblotu amerykańskiego myśliwca Grumman F8F Bearcat. 1965 - Rozpoczął się załogowy lot kosmiczny Gemini 5 (Gordon Cooper i Charles Conrad). 1974 – Dokonano oblotu brytyjskiego myśliwca BAE Hawk. 1994 - W paśmie gór Atlas w okolicach Agadiru w katastrofie samolotu ATR 42 linii Royal Air Maroc zginęły 44 osoby. 1995 – W katastrofie samolotu pasażerskiego Embraer 120 "Brasilia" pod Carrollton w stanie Georgia zginęło 9 osób, a 20 zostało rannych. 1942 - Zmarł Harry King Goode, brytyjski pilot myśliwski (ur. 1892). 1993 – NASA straciła kontakt z sondą kosmiczną Mars Observer.

Lotnicza książka

Sie 09, 2019
Wspólny cel, współzawodnictwo i duże zaplecze finansowe - to kluczowe ...
Cze 22, 2019
Tylko dwunastu ludzi stąpało po powierzchni Księżyca. Jest ich wśród ...
Gru 27, 2018
Zbliża się koniec roku w którym obchodzimy 100-rocznicę Odzyskania ...
Lis 14, 2018
Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie zaprasza na oblot książki pt. ...
Lis 03, 2018
Wiedza o tym, że zaatakowana 1 września 1939 roku Rzeczpospolita ...
Sie 22, 2018
Pasjonująca historia polskich pilotów, których odwaga i męstwo ...
Cze 08, 2018
Książka, która zdaniem Mariusza Szczygła warta jest złamania siódmego ...
Mar 01, 2018
Kilka miesięcy temu nakładem poznańskiego wydawnictwa DYGRESJE ...

Nasze Video

Maj 19, 2019
W ramach Nocy Muzeów, 100-lecia Eskadry Kościuszkowskiej, 90-lecia ...
Gru 16, 2018
Lotniczy Dom Kultury Skocznia Warszawa w ramach projektu "Niebo bez ...
Sie 15, 2018
Dzisiaj na warszawskim niebie zobaczyliśmy: śmigłowce Mi-2 , ...
Mar 23, 2018
Dzisiaj dokładnie o godzinie 8:55 czasu lokalnego na warszawskim ...
Maj 19, 2017
Pod koniec kwietnia dzieci z jednej z warszawskich szkół podstawowych ...
Maj 17, 2017
Od jutra rusza sprzedaż biletów na musical "Piloci", a już dziś ...
Top