Wydrukuj tę stronę
środa, 07 październik 2020 13:08

Nasz subiektywny ranking najbrzydszych samolotów jakie kiedykolwiek widzieliśmy.

Napisane przez Redakcja
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Siebel Si-201 - kredens wśród samolotów. Siebel Si-201 - kredens wśród samolotów. Foto: Wikimedia.com

Brzydka może być pogoda, brzydki może być oddech, brzydkich kobiet nie ma, tylko wina czasem brak (żeby nie wyjść na męskiego szowinistę - dotyczy to też facetów). Czy słowo "brzydki" może się też odnieść do samolotów, skoro mają bardziej służyć do latania niż do oglądania?

Oczywiście, że tak, szczególnie dla nas spotterów, którzy się nimi zachwycamy i rejestrujemy je na wszelkiej maści nośnikach po to, żeby umieścić je na tapecie komputera, albo oprawić i postawić w ramce na biurku (zamiast rodzinnego zdjęcia z żoną i dzieckiem). Idąc tym tropem postanowiliśmy stworzyć ranking dziesięciu najbrzydszych samolotów ostatnich 100 lat, czyli takich, które do umieszczenia w ramce kompletnie się nie nadają. Nie będziemy ich dzielił na śmigłowe czy odrzutowe, bo w obu typach znajdą się brzydactwa jakich mało.

Na miejscu 10-tym Fairchild A-10/OA-10 Thunderbolt II. Ten amerykański samolot bliskiego wsparcia sił lądowych jest tak brzydki, że aż piękny. Całą jego "urodę" psują turbowentylatorowe silniki umieszczone tuż przed tylnym usterzeniem (jedynie piękny jest ich dźwięk przypominający przelatujący samolot pasażerski typu Airbus albo Boeing), przednia goleń ustawiona niesymetrycznie do osi kadłuba i to przeraźliwie wielkie siedmiolufowe "działo" systemu Gatlinga GAU-8/A Avenger strzelające z szybkością 4200 pocisków na minutę (70 pocisków/sek !) umieszczone na przedzie kadłuba. Był taki film z serii o agencie 007 - zatytułowany "Zabójczy widok". Można powiedzieć, że w przypadku tej maszyny jej widok jest zabójczy, dosłownie i w przenośni.

Na miejscu 9-tym Airbus A300-600ST Beluga. Wieloryb wśród samolotów transportowych mierzący 56 metrów długości jest niesiony jedynie przez dwa silniki General Electric. Jego nośność obliczona na 47 ton, pokazuje, że samolot został zaprojektowany do transportu dużych ale nie zbyt ciężkich ładunków. Posiada idealną przestrzeń do transportu kadłubów samolotów w fazie produkcyjnej. Załadunek tego pokracznego kolosa jest możliwy przez opuszczenie kokpitu i umieszczenie nad nim 17-metrowej otwieranej pokrywy.

Na miejscu 8-ym Grumman A-6 Intruder. Amerykański pokładowy samolot szturmowy Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych o twarzy niewinnego wróbelka z przerośniętymi gruczołami ślinowymi. Mamy oczywiście na myśli sporej wielkości wloty silników umieszczonych tuż pod dwuosobowym kokpitem, który z kolei swoim wyglądem też nie zachwyca. Patrząc od przodu samolot ten wygląda naprawdę komicznie. Ze względu na "tępy" dziób oraz długą i smukłą część ogonową, Intrudery zyskały kilka przezwisk poczynając od Double Ugly (podwójnie brzydki), The Mighty Alpha Six (wszechmogąca A szóstka), Iron Tadpole (żelazna kijanka), oraz Drumstick (pałeczka od perkusji) lub Pregnant Guppy (ciężarny gupik). Na jego obronę jednak należy zaznaczyć, że jego zasięg i udźwig uzbrojenia w połączeniu ze zdolnością do lotów w każdych warunkach atmosferycznych stanowiły ich największą zaletę. Samoloty te najbardziej zasłużyły się w działaniach w Wietnamie oraz Zatoce Perskiej podczas operacji "Pustynna Burza". Miały też swoją filmową karierę. Min. w komedii "Hot shots" wystąpił jako niezidentyfikowana maszyna - nie inaczej :).

Na miejscu 7-ym Gee Bee. Samolot z przełomu lat 20-tych i 30-tych nazwalibyśmy raczej silnikiem z dołączonymi skrzydłami. Jak na jednoosobową maszynę ciężko w niej znaleźć pilota. Jego kabina jest umieszczona tuż przed sterem kierunku … jeżeli oczywiście można to nazwać sterem. Samolot ten był przeznaczony do bicia rekordów prędkości. Jeden z nich został pobity przez Jimmy Doolittle'go w 1932 roku. Wyniósł on 476 km/h. Maszyna ta oprócz, że pokraczna była również niebezpieczna. W 1933 roku podczas jednego z wyścigów samolot rozbił się grzebiąc w swoim wraku pilota Russella Boardmana.

Na miejscu 6-tym Fairey Gannet. Ten niezwykle "przeuroczy" brytyjski pokładowy turbośmigłowy samolot patrolowy do zwalczania okrętów podwodnych i wczesnego ostrzegania posiadał napęd realizowany za pomocą dwóch przeciwbieżnych śmigieł. Mimo kompletnie beznadziejnego wyglądu i trzech kabin umieszczonych jedna za drugą, samolot ten posiadał dobre właściwości lotne. Niestety nie posiadał stałego uzbrojenia, ale to nie było jego przeznaczeniem, ponieważ od grudnia 1958 marynarka brytyjska zaczęła go używać jako samolot wczesnego ostrzegania AEW.3. Była to najlepsza i najbardziej przydatna wersja tej maszyny w służbie dla marynarki. Osobiście jego wygląd przypomina nam kubańskie cygaro z wentylatorem do zwiększenia mocy "zaciągania się" (dla wtajemniczonych - cygarem się jednak nie "zaciągamy").

Na miejscu 5-tym Beriev Bartini VVA 14. Jest to maszyna zbudowana w Związku Radzieckim w latach 70-tych. Była przeznaczona do pionowego startu z wody, dalekiego zasięgu, wysokiego pułapu i lotów z dużą prędkością. Maszyna ta wykorzystując efekt oddziaływania ziemi miała też latać tuż nad powierzchnią wody. Na czym polega jego brzydota? Otóż na ogromnych „pontonach” umieszczonych po dwóch stronach kadłuba i kabinie wyglądającej z boku jak głowa żółwia. Dwa silniki  D-30M o ciągu 6800kg każdy umieszczone tuż nad centralną częścią kadłub,a prawie między statecznikami pionowymi, potęgowały ogrom udziwnień w tym samolocie.

Na miejscu 4-tym Siebel Si-201. Ten niemiecki obserwacyjny samolot z końca lat 30-tych został wyprodukowany tylko w ilości 2 egzemplarzy. Nigdy nie wszedł do masowej produkcji. Górnopłat z silnikiem umieszczonym w środkowej części kadłuba ze śmigłem pchającym był dosyć dziwną konstrukcją. Opływowością kadłuba nie grzeszył. Patrząc na niego można wywnioskować, że ktoś pomylił kredensy naszych babci z kabiną pilota. Nie dajmy się jednak zwieźć temu arcyzabawnemu wyglądowi. Ta oszklona konstrukcja miała na celu zapewnienie doskonałej widoczności załodze samolotu, stąd też pewnie niska prędkość poniżej 180km/h jaką jedynie był w stanie on osiągnąć (coś jak ciągniki siodłowe przystosowane do ścigania się po torach wyścigowych).

siebel

Na miejscu 3 ląduje, a raczej spada, Caproni Ca-60. Był to włoski samolot pasażerski, zbudowany w celu obsługi połączeń transatlantyckich ze 100 osobami na pokładzie. Został skonstruowany w 1921 roku. Rozumiemy, że początku XX wieku to był czas pionierskich konstrukcji lotniczych, ale to co powstało w głowach konstruktorów tego samolotu przeszło nasze najśmielsze wyobrażenie. Potrójny trzypłatowiec napędzany ośmioma silnikami miał powierzchnię nośną 2 razy większą niż B-52. Jego jedyny oblot zakończył się wypadkiem i śmiercią dwóch pilotów oblatywaczy. Cała uroda tego potwora kończy się na misterności połączeń i wzmocnień zastosowanych w układzie trójpłata. Patrząc obojętnie z której strony na "przodka A380" można odnieść wrażenie, że właściciel firmy budowlanej nie miał co zrobić z masą rusztowań i zbudował z nich maszynę swoich marzeń.

Na miejscu 2 ląduje Stipa Caproni. To bardzo "zgrabny" eksperymentalny włoski samolot zaprojektowany w 1932 przez Luigi Stipa. Był tak przemyślaną konstrukcją, że kabina pilota przykleiła się do ogromnej beczki po winie z zamontowanym w środku silnikiem i dwułopatowym śmigłem. Można powiedzieć, że było to kolejne rozwiązanie wprowadzające do stosowania w konstrukcjach lotniczych przepływowych silników odrzutowych. Pokracznego wyglądu tego samolotu jednak nie zrekompensowały osiągi. Maszyna okazała się ociężała i powolna by osiągając jedynie prędkość 130km/h. Umieszczenie silnika w beczkowatej obudowie przyczyniło się głównie to zmniejszenia hałasu emitowanego na zewnątrz. Pod koniec XX wieku w Australii zbudowano latającą replikę tego brzydactwa. Medal za odwagę...

I wreszcie miejsce 1-sze! Zajął go przepaskudny, przedziwny i całkowicie pozbawiony "polotu" Lippisch P13.A. Miał to być myśliwiec odrzutowy, napędzany pyłem węglowym, skonstruowany przez znanego niemieckiego inżyniera Alexandra Lippischa w latach 40-tych. Samolot według założeń miał przelecieć 45 minut na 800 kg węgla ze zmienną prędkością w okolicach 1000km/h. Zastanawia nas gdzie miałby przenosić ten pył węglowy i na myśl przychodzi nam jedynie rozwiązanie z lokomotyw parowych z wagonem na węgiel. Jego UFO-waty wygląd z kabiną umieszczoną w stateczniku pionowym czyni go kontrowersyjną konstrukcją XX-wieku i stawia na czele samolotów, których wygląd powoduje uśmiech na twarzy - od ucha do ucha.

Mamy wrażenie, że Henryk Jerzy Chmielewski wykorzystał jego wygląd w jednej z części "Tytusa, Romka i Atomka" jako aparat fotograficzny przystosowany do lotów załogowych ;-).

Tytus, Romek i Atomek

Źródło grafiki: esensja.pl / Ilustracja autorstwa Jerzy Chmielewski

Źródło informacji: MB Aviation24.pl , Youtube.com, Wikipedia.com, Wikimedia.com, Esensja.pl, Greyfalcon.us

Czytany 1444 razy Ostatnio zmieniany środa, 07 październik 2020 13:55

Artykuły powiązane